„Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie” John Donne Medytacja 17 (tłumaczenie B. Zieliński)
Cytat od którego zacząłem już na zawsze kojarzony będzie z Ernestem Hemingwayem, który nie tylko rozpoczął do niego jedną ze swoich najlepszych i najważniejszych powieści ale także nadał jej tytuł – Komu bije dzwon. Charles Bukowski, który był wielkim fanem Hemingwaya i cenił jego warsztat, bezpośredniość wypowiedzi i umiejętność przekazywania głębokich uczuć za pomocą prostych słów, sparafrazował ten tytuł w jednym ze swoich tekstów pt. Dzwon nie bije nikomu. Taki też tytuł nosi najnowszy zbiór krótkich opowiadań, humoresek i felietonów zebranych w zbiorze i wydanych przez oficynę Noir Sur Blanc, która od lat jako jedyna prezentuje dzieła tego pisarza. To duża odwaga, bo teksty Bukowskiego w dzisiejszych czasach dla wielu mogą wydać się skrajnie kontrowersyjne i obrazoburcze. Dla mnie? Cóż. Ja od lat Bukowskiego uwielbiam.
„Uważam, że każdy człowiek powinien jak najczęściej postępować według własnego uznania” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu.

Nie ukrywam jednak, że przed lekturą Dzwon nie bije nikomu miałem wątpliwości. Dlaczego spytacie? Ostatni raz Bukowskiego czytałem jakieś 15-16 lat temu, będąc nastolatkiem. Mogłem mieć 17-18 lat? Kochałem Charlesa Bukowskiego i Bukowski kochał mnie. Jego proza była dla mnie czymś niesamowicie prawdziwym – brudna, wulgarna, autentyczna. Opowiadająca o tym, o czym zwykle literatura nie opowiada i w sposób w jaki się nie pisze. Prosto ale nie prostacko. Balansująca na granicy pornografii, literatury rynsztokowej była czymś absolutnie czarującym dla chłopaka, który szukał autentyczności w książkach. Jawił się mi też Bukowski jako zupełny outsider – chciano go wsadzić do beatników ale nigdy z beatnikami się nie zadawał. Przypinano go hipisom, ale hipisami gardził. Bukowski był sam dla siebie kategorią literacką. I nadal tak jest. Bo trudno pisać tak jak Bukowski – prosto i dosadnie bez narażania się na śmieszność czy też pretensjonalność. Spytam więc jeszcze raz – czemu miałem wątpliwości? Bałem się, że się od tej książki odbiję, że nie będzie ona dla mnie tak ekscytująca jak kiedyś, że będę czuł zażenowanie tą literaturą. Okazało się, że jest zupełnie odwrotnie.
„Naszła mnie myśl, że w końcu naprawdę czegoś dokonałem. Spowodowałem największy korek w historii miasta Inglewood” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu.
Powrót do prozy Bukowskiego po tak długiej przerwie był jak spotkanie dawnego przyjaciela, z którym nie rozmawiałem od lat ale to ten rodzaj przyjaźni, że możecie nie widzieć się od wieków, a zaczynacie gadać dokładnie w tym samym momencie w którym skończyliście i bawicie się dokładnie tak samo dobrze jak wtedy, kiedy wszystko było prostsze, lepsze, łatwiejsze. To jak spotkanie dawnej kochanki, z którą się pożarłeś ale nie pamiętasz już o co, więc dajecie sobie tę jeszcze jedną noc i wszystko jest jak dawniej. Jak łyk zimnego piwa, którego nie miałeś w ustach od wieków i okazało się, że smakuje tak samo jak wtedy kiedy miałeś 19 lat.
„Większość mężczyzn godzi się na namiastki, bo po prostu są samotni, bo po prostu się boją, bo po prostu brak im odwagi, by żyć w pojedynkę. Akceptują wszystkie wady u tej drugiej osoby, żeby po prostu mieć ją przy sobie” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
Nie oceniam i nie czytam prozy Bukowskiego przez pryzmat autorów którzy na niego wpłynęli bądź nie. Nie rozbieram jego tekstów na czynniki pierwsze. Ciężko czasem mi nawet zgadywać, kiedy w prozie Bukowskiego kończy się autobiografia, a kiedy zaczyna się autokreacja i fikcja – chociaż są takie opowiadania, jak chociażby Brzydki figiel spłatany Bogu, gdzie wydaje się oczywistym, że Bukowski nie mieszkał z gościem o imieniu Adolph Hitler, który z bąków puszczanych w wannie chciał zrobić niezniszczalną armię. A może jednak mieszkał? Czytam Bukowskiego niemal jak kronikę jego życia. Pochłaniam te teksty. Wchodzę w nie każdym centymetrem swojego ciała. Niemalże staję się uczestnikiem wydarzeń opisywanych przez Buka, bo tak są sugestywne i bezpośrednie.
W zbiorze Dzwon nie bije nikomu mamy przede wszystkim krótkie formy wydawane wcześniej w ramach stałej rubryki prowadzonej przez Bukowskiego w „L.A. Free Press” Notes of a Dirty Old Man. Są to niepublikowane wcześniej felietony i nie znalazły się w zbiorze Zapiski starego świntucha (w Polsce wydane oczywiście staraniem Noir Sur Blanc). Oprócz tego znajdują się tutaj teksty pisane także dla innych czasopism undergroundowych. Przekrój czasowy jest dość duży – pierwszy tekst pochodzi z roku 1948 ostatni – z 1985 r. Czy widać zmianę w tej twórczości? Cóż, i tak i nie. Autentyczność i balansowanie na granicy dobrego smaku zostaje zawsze. W późniejszych jednak tekstach Bukowski wpuszcza więcej elementów fantastycznych, wręcz z pogranicza fantastyki (przykład obcego który uratował samolot od porywaczy żeby…a nie będę wam zdradzał co ten obcy tam chciał zrobić). Więcej ma wspólnego z wizjami Burroughsa, ale ze standardowym sznytem Chinaskiego.
Jak to zwykle u Bukowskiego bywa – miotamy się w tych obrazkach od rozpaczy i samotności, po ironię i czarny humor. Czytając zebrane opowiadania przede wszystkim śmiałem się do rozpuku – ilość absurdalnego i brudnego humoru, który Buk przemycił w tych tekstach wylewa się ze wszystkich stron. Ot chociażby scena jak do sexshopu przychodzi klient i kupuje dmuchaną lalę w opowiadaniu Jeden dzień z życia sprzedawcy w sklepie dla dorosłych:
„Około 11:30 do sklepu wszedł mężczyzna i kupił dmuchaną lalkę. Kosztowała 20 dolarów.
– Posłuchaj Pan – powiedział do Marty’ego – Mam astmę. Nadmucha mi ją Pan?
– Ja mam rozedmę – odparł Marty – Będzie Pan musiał ją zabrać na stację benzynową.
– W porządku – powiedział mężczyzna.
– Może czarne koronkowe majtki dla lalki?
– Niech mi Pan je pokaże. I pozwoli dotknąć.
Marty wręczył mu majtki z czarnej koronki. Mężczyzna dotknął materiału.
– Ile kosztują?
– 6,95$
– Okay, poproszę.
– A jakieś ładne peruki? Mamy w kolorze blond, czarne, ciemnobrązowe, rude i siwe.
– Nie, chyba już dość wydałem. Może później. Wezmę lalkę i majtki”.
Są w tym zbiorze teksty lepsze i gorsze, nie da się oczywiście tego uniknąć, zwłaszcza kiedy autor z góry nie zakładał, że będą one zebrane w jeden tom. Są zdecydowanie mocno humorystyczne ale są też takie przepełnione przemocą, gwałtem, przestępstwami. Dzień jak co dzień w życiu Bukowskiego czy też jego literackiego alter ego – Henry’ego Chinaskiego. To eksplorowanie tych najniższych warstw społecznych, najbardziej przyziemnych potrzeb naszego życia. No bo kto nie zastanawiał się, co jest za tymi firankami w sklepie który jest od lat i do którego wchodzą jacyś dziwni goście? Co kryje się w tych spelunach ukrytych w cieniach bloków z wielkiej płyty? Dokąd pędzą Ci wszyscy menele? Jakie mają potrzeby? Czy w ogóle je mają?
„Rzuciłem się biegiem naprzód, kopnąłem i chybiłem, upadłem na bok i obróciłem się w samą porę, by błyszczące kły rozpruły nieruchome powietrze. Zerwałem się na równe nogi i znowu stawiłem czoło bestii, myśląc, że to musi się stale przydarzać wszystkim…w ten czy w inny sposób…” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
Wracając po latach do tej prozy i czytając te teksty świetnie się bawiłem. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko musi być takie samo, absolutnie poprawne politycznie i światopoglądowo, w świecie w którym sami narzucamy sobie cenzurę na wiele słów, żeby przypadkiem algorytm danej platformy w social mediach nas nie zablokował – nie piszemy słów jak gwałt, pornografia, seks, morderstwo, przemoc – twórczość Bukowskiego jest jak ożywcza woda. Bo on tych tematów się nie bał i pisał o nich wprost, bo takie życie znał. Czemu udawać, że takich tematów nie ma? Czemu tkwić w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa? Czemu istnieć poza rzeczywistością? Czas otworzyć oczy, Obywatele – historie które opowiada Buk, to nie zawsze są wymysły. I nie opuściły tego łez padołu po 1994 r. kiedy Bukowski umarł. One nadal tutaj są.
Mówią, że wystarczy przeczytać jedną książkę Bukowskiego i zna się je wszystkie.
Może i tak jest.
Ale ja lubię wracać do tego co znam.
Mateusz „StronSilentType”
Za książkę do recenzji dziękuję Oficynie Literackiej Noir Sur Blanc, jedynemu wydawnictwu wydającemu książki Charlesa Bukowskiego w Polsce.
Fragmenty książki Dzwon nie bije nikomu w tłumaczeniu Marka Fedyszaka.
Podczas lektury i recenzji słuchałem:
Tom Waits – Small Change, The Heart of Saturday Night
Dmitrij Szostakowicz – V symfonia d-moll, VIII symfonia c-moll
Frank Sinatra – It Might as Well Be Swing
Charles Mingus – Charles Mingus Presents Charles Mingus

