Type and press Enter.

Trzeba iść naprzód, nawet w totalnej ciemności, nawet na oślep i próbować czynić dobrze

Grafika inspirowana powieścią "Dżuma" Alberta Camusa.

Jednak co znaczy dobrze w obliczu zła bezosobowego i totalnego? – Działaniem. Pomimo beznadziejności sytuacji i absurdu rzeczywistości. Czym jest ta łza dobroci, kiedy dżuma zbiera najstraszliwsze i niewytłumaczalne logice lekarskiej żniwa? Czym jest działanie, kiedy niemal każdego dnia losowy traf może zadecydować o tym, czy u nas pojawi się „to”? 

Czy nazwa lub też jej brak może sprawić, że odegnamy od siebie uwagę choroby? Czy istnieje jakakolwiek moralność w obliczu cierpienia i zagłady? Czasem można tylko trwać. Zdać możliwie suchą relację z czasu, kiedy nikt nie jest bezpieczny i zdolny do znalezienia chociaż chwili ukojenia. 

Czasem można uciec w obłęd i zatracenie, bo kiedy każdy element bliskości z drugim istnieniem staje się wzajemnym zagrożeniem, niewiele ponad osamotnienie pozostaje. Ale też w niektórych przypadkach można ulec chorobie, aktywnie jej poszukując i wpadając w jej objęcia – szczerze i z oddaniem. 

Jednak zawsze można próbować się opierać, ale bez dydaktyzmu i gloryfikacji, bo jednak „przypisując zbyt wielkie znaczenie pięknym czynom, składa się pośrednio hołd złu”. Czy można być świętym bez Boga, w kontraście do gromienia teodyceą z ambony? W końcu czy to właśnie nie heros sprawia, że zło urasta do rangi bytu metafizycznego? Nasze własne, nawet podświadome uheroicznienie zamienia coś zwyczajnego w mistyczność. A każdy przejaw mistycyzmu ma w swoim jestestwie wpisane pewne zdystansowanie się od człowieka. Więc jeśli coś jest ponad zwyczajne, staje się też nieosiągalne i oniryczne, a przez to tym niebezpieczniejsze i elitarne, bo przecież nie dotknie nikogo zwykłego. Wniosek jest zawsze jeden: trzeba walczyć w taki czy inny sposób i nie padać na kolana, nawet jeśli za dwa plus dwa równa się cztery, grozi śmierć. 

I jest to trochę zapis walki, mocno alegoryczny, bo jeśli tylko położyć pod dżumę nazizm to nasza alegoryczność momentalnie przesiada się do historycznego tramwaju. Wszystkie działania władz i mieszkańców zmieniają swój wydźwięk. W końcu odmowa uznania okupacji, późniejsze rozproszenie wojsk i zgrupowań, nawet teatralna propaganda nabierają zupełnie innego wydźwięku. Stają się zapiskami z życia w okupowanej Francji, z godziną policyjną, codziennymi aresztowaniami i egzekucjami. Stają się też zapiskiem innego rodzaju postaci, bo czy dziennikarz, który trafił na temat wydawałoby się cudowny, a później grzęźnie w jego realiach, nie pragnie jedynie uciec przed opresyjnymi restrykcjami do swojego spokojnego kraju? Ale kiedy tylko staje się to możliwe, odmawia, czuje więź i potrzebą działania – dołącza do la résistance. Czy dziś dalej bylibyśmy w stanie zachować w sobie tę nutę człowieczeństwa w obliczu agresora? Dżuma testuje w końcu nie tylko jednostki, ale instytucje: administrację, rytuały, pochówki, bariery, kwarantannę.

Koniec Dżumy pokazuje nie tylko koniec wojny, ale również koniec pewnego świadomego społecznego dzieciństwa. Jawnej ignorancji i obojętności, która prowadzi do katastrofy. Czy jednakże jesteśmy już bardziej dojrzali jako grupa? Czy może właśnie odwrotnie, dzięki o wiele mniej wulgarnej propagandzie stajemy się na nowo infantylni? Bo już nie czarne mundury od Hugo Bossa a wszechobecna poprawność i kolorowość nas omamia? I mimo że nie jest to „twarda propaganda, a miękki nacisk, to jednak efekt końcowy zdaje się niewiele różnić w ogólnym rozrachunku. W końcu zło w interpretacjach to choroba, a ta najczęściej przydarza się społecznościom.

Czy można coś jeszcze pokazać w Dżumie? Chyba właśnie to jak zmienia ona postacie, jak największego empatę wypłukuje z emocji, jak najsurowszego człowieka przekuwa w społecznika i altruistę. Doświadczenie graniczne, czy też ukochana przez Herberta próba niszcząca, potrafią alchemicznie transmutować każdą duszę, nawet tą z gruntu wydawałoby się skazaną na potępienie. Bo to nie wybory, a doświadczenia, które je wymuszają, sprawiają, że jesteśmy zdolni do retrospektywnej oceny własnej duszy. Nawet jeśli nie tym razem, to dobrze, w końcu szczury zawsze wrócą, a niektóre mogą już dawno być zarażone.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *