Type and press Enter.

Miłosz, Kiedy księżyc (o trzech zdziwieniach) / wiersze podebrane #1

Wchodzę którejś z nocy minionych po prysznicu do pokoju i przy świetle jeszcze nie zapalonym, zauważam zawisły nisko nad miastem (mam za oknem panoramę miasta w dwukilometrowej odległości) sierp księżyca. Wszedłszy do środka, światła już nie zapalałem, siedząc po ciemku wgapiony w okno, myślę o działaniu świata.

To ta dziwna korespondencja świateł, sierpa na niebie i korali rozsypanych po nocnej ziemi, nakazała mi to zdziwienie. Zdziwienie wypływające z dostrzeżenia prostego faktu dopasowania dwu, cokolwiek odległych od siebie rzeczy. Może jednak ciała niebieskie rozmawiają z ciałami umarłych – pomyślałem sobie – i jest jeszcze jakaś nadzieja. Może tuż, obok płynie jakiś tajny świat?

______________________________

Jest taki wiersz Czesława Miłosza, Kiedy księżyc się nazywa. I wiersz ten przyszedł mi, gdy tylko pod księżycem usiadłem, na myśl. I nie, nie chodzi tu wcale o tanie skojarzenie i słowo „księżyc” w nazwie. Chodzi o to zdumiewające zdziwienie, zdziwienie układem, kształtem, istnieniem świata. Wiersz przytaczam w całości, jest króciutki:

Kiedy księżyc i spacerują kobiety w kwiecistych sukniach
Zdumiewają mnie ich oczy, rzęsy i całe urządzenie świata.
Wydaje mi się, że z tak wielkiej wzajemności
Mogłaby wreszcie wyniknąć prawda ostateczna.

Zdumiewają mnie ich oczy, rzęsy i całe urządzenie świata” – Miłosz w jednej chwili kreśli linię prostą pomiędzy księżycem, kobietami i naturą całego świata. A może jedynie ją dostrzega? Przecież poeta ma nazywać, a nie stwarzać, chociaż „istnieć na ziemi to już za dużo na jakiekolwiek nazwanie” (tak napisze Miłosz w innym wierszu, w Sprawozdaniu). Domyślacie się o co mi chodzi? Dostrzegacie to? Mały moment zachwytu, zdziwienia, zdumienia – ognisty, nasycony, jaskrawy i intensywny, jak pierwszy oddech. Rodzi się myśl, rodzi się zdziwienie, rodzi się poezja – gwałtowna i pełna żaru, w jednej chwili dająca nowe zrozumienie świata (pssst. o to właśnie, o ten gwałt chodzi w poezji).

O dwu kolejnych wersach rozpisywał się nie będę, trzeba nam iść dalej. Skreślę jeno w skrócie: bawią mnie niebywale. Oto poeta odkrył głębokie mechanizmy rządzące światem i pisze, jakby zwracał się do świata w roszczeniowej postawie: może wreszcie pora przestać czynić tajemnicę z rzeczy tak wielkich? Najwyższa już pora.

______________________________

Zdziwienie moje, zdziwienie Miłosza, pora na zdziwienie trzecie. Zdziwienie wcale śmiałe, ale biegnę (i Wy, czytający, ze mną biegniecie) tropem nagłego skojarzenia, które przyszło do mnie z samego rana, zanim się jeszcze dobudził, stąd pewnie jego egzotyczność.

Zdziwienie Leibniza. Postać dość odległa, żyjąca na przełomie XVII i XVIII wieku, filozof, matematyk… człowiek wielu profesji. Leszek Kołakowski tak o nim pisze w swoim O co nas pytają wielcy filozofowie?: „Mówi się o Leibnizunie pamiętam, kto pierwszy to powiedział – że był ostatnim człowiekiem w Europie, który wiedział wszystko.

To być może nietakt, pisać o zdziwieniach człowieka, który miał rzekomo wiedzieć „wszystko”, niemniej jednak zaczepiamy go dziś tylko po to, by przyjrzeć się jego zdumieniom, ogniskującym się w prostym pytaniu: DLACZEGO ISTNIEJE RACZEJ COŚ NIŻ NIC? (Przy założeniu, że NIC jest zawsze prostsze i łatwiejsze niż COŚ – to cholernie ważne założenie, miejmy je na uwadze).

Próbuję sobie nieraz wyobrazić, jak wielkie osłupienie musiało towarzyszyć złożeniu tego prostego zdania. Może Leibniz patrzył wówczas na księżyc i nagle pojął pewien mechanizm działania rzeczywistości? Podoba mnie się to wyobrażenie i kusi mnie, kreśli przecież prostą linię między Leibnizem, Miłoszem i mną, prowadząc co zuchwałych wniosko-urojeń. Przekreślmy je zatem. Podkreślmy za to inne stwierdzenie: pytanie Leibniza jest owocem prostego zdumienia, niemalże błysku, prowadzącego do zupełnie nowego pojmowania świata, a wyrażającego się w niezwykle prostej i eleganckiej formie kilku słów. To tak, jak wiersz Miłosza, prawda?

______________________________

Całość pozwolę sobie zamknąć cytatem, cytatem z księdza Michała Hellera, który dostrzega, że za pytaniem Leibniza, kryje się głęboka myśl dotycząca natury samego świata. Taka sama myśl, pragnę zauważyć, kryje się za słowami przytaczanego wcześniej wiersza Miłosza. W tej myśli właśnie znajdzie się klamra spinająca te trzy zdumienia. W Filozofia i Wszechświat. Wybór pism tak o pytaniu Leibniza prawi ksiądz Heller: „Już w samym sformułowaniu tego pytania mieści się ważna treść metafizyczna. Trudno lepiej wyrazić metafizyczne zdziwienie istnieniem Wszechświata z równoczesnym podkreśleniem tego, że w samym Wszechświecie nie da się znaleźć usprawiedliwienia tego, że on istnieje.”

Z tymi słowami Państwa zostawiam, warto się od czasu do czasu czymś zachłysnąć, prawda? Warto jakichś urojeń poszukać, popatrzeć na jakieś rzeczy niewidzialne.

Wasz Paweł M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *