Type and press Enter.

Wieczna wojna / „Fauda”

Choć Netflix to platforma oferująca głównie anglojęzyczne treści, przy bardziej zaawansowanym drapaniu ujawnia w swych zasobach również inne produkcje. Jedną z nich jest „Fauda”, izraelski serial o tajnej jednostce specjalnej powołanej do infiltrowania i zwalczania palestyńskich komórek terrorystycznych.

Akcja „Faudy” jest bardzo dynamiczna, a dodatkowym atutem serii są egzotyczne realia, odtworzone przez ludzi, którzy na co dzień w nich funkcjonują, a nie przez Amerykanów, którzy zamiast oddać rzeczywistość, zazwyczaj kreują ją taką, jaką wyobrażają ją sobie ich rodacy (i jaką są w stanie zrozumieć). Za drobne zapożyczenie z kultury popcornu można jedynie uznać okazjonalne odwoływanie się do konwencji „zabili go i uciekł”.

Realizm serialu kuleje za to na innym poziomie. Zarówno metody operacyjne, jak i technologia, jaką rozporządza strona izraelska, sprawiają wrażenie mocno przestarzałych. Jest to jednak zrozumiałe – głupotą byłoby ujawniać swe przewagi w telewizji. Paradoksalnie, to operacyjne cofnięcie w czasie nadaje serialowi oldskulowy, westernowo-łotrzykowski charakter, gdzie wciąż w najwyższej cenie są jednostkowy spryt i sprawność.

„Fauda” oznacza w języku arabskim chaos; i faktycznie w formacji dowodzonej przez Mickeya Moreno co rusz dochodzi do wpadek i potknięć, nie wspominając o przypadkach bezczelnej niesubordynacji. Pozwala to nadać postaciom bardzo ludzki wymiar, ale i skutecznie uprawiać fabularne przeciąganie liny przez wszystkie dziesięć odcinków pierwszej serii. Warto jednak pamiętać, że gdyby izraelskie jednostki specjalne istotnie działały w ten sposób, państwo Izrael już dawno przeszłoby do historii.

Wspomniany ludzki wymiar najpełniej manifestuje się poprzez ukazanie prywatnego życia bohaterów oraz wpływu, jaki wywiera na nie ich zajęcie. Wprawdzie dynamiczny rozwój produkcji telewizyjnych sprawił, że schemat rozwiedzionego detektywa z problemami alkoholowymi odszedł do lamusa, a widz standardowo oczekuje pogłębionych portretów psychologicznych; ale producenci „Faudy” wykonali tu dobrą robotę, ze szczególnym wskazaniem na sportretowanie tragicznych losów kobiet, wplątanych w walkę wbrew swej woli, bo ich mężczyźni pozostają chłopcami, tylko wyrosły im brody, i dalej bawią się w wojnę.

A jak uporano się z zasadniczym problemem? Podobne realizacje zawsze niosą bowiem ze sobą ryzyko odejścia od obiektywizmu – oraz gwarancję oskarżeń o jego brak. Wydaje się, że producenci w miarę sprawnie poradzili sobie z zagadnieniem, unikając tworzenia czarno-białych charakterów czy sytuacji i skupiając się na akcji, nie na zajmowaniu stanowiska. Oczywiście – całkowity obiektywizm jest niemożliwy, nie tylko dlatego, że leży poza zasięgiem człowieka, ale sam konflikt biskowschodni ma tak złożone przyczyny, że nie starczyłoby stu seriali, by je rozwikłać.

Jednak nawet jeśli w tle akcji (bo w końcu to serial akcji) nie ma miejsca ani na genezę konfliktu, ani na jego analizę, to wystarcza go akurat na małą diagnozę. Ta brzmi zaś niezwykle smutno: nie ma najmniejszych widoków na odmianę sytuacji. Tragiczny pat trwał będzie jeszcze długo i nieprędko synowie Lewantu zaczną tworzyć zamiast niszczyć.

utracjusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *