„Samotny podróżnik opuścił ten świat. Nie pojawi się już między nami”.
Ostatnimi czasy zdaję sobie sprawę, że moimi życiem i myślami rządzą dwa uczucia – nostalgia i tęsknota. Tęsknię za osobami z przeszłości, których już nie ma, nawet jeżeli żyją. Wspominam dawne czasy – niekiedy na głos, ale dużo częściej w myślach, rozpamiętując lata dziecięce i nastoletnie. Żyjemy w świecie, w którym nie ma czasu i miejsca na sentymenty – masz być tu i teraz, masz realizować wszystkie ważne rzeczy, bo zostaniesz w tyle i będziesz nikim. Przegrasz w oczach najbliższych, rodziny, kolegów. Nie ma czasu na sentymenty, nie ma miejsca na nostalgię.
Pamiętam zapach lata z dzieciństwa, który wpadał przez otwarte okno mojego pokoju. Łóżko miałem ustawione tak, że po przebudzeniu mogłem od razu spojrzeć, który z kolegów jest już na podwórku. Szybko ubierałem się, nie bacząc na jedzenie, żeby rozpocząć codzienny rytuał: – piłka, zabawy, wieczorne gry planszowe i prawieżenocne poszukiwania w podchodach za blokami, gdzie rosły wielkie krzaki. Życie, będąc dzieciakiem, wydaje się takie proste, ale przecież mamy całą masę problemów: – „Co wybrać w osiedlowym sklepie?”, „Który piłkarz jest lepszy – Ronaldo (ten prawdziwy, brazylijski) czy Zidane? A może Del Piero?”, „Kiedy rozpoczyna się mecz Ligi Mistrzów i czy rodzice pozwolą go oglądać?”, „Jaką postać wybrać podczas kolejnej partii Magicznego Miecza?”, „Co będziemy robić jutro?”, „Czy mama w końcu pozwoli Bartkowi wyjść się bawić?”
Książka Roberta McCammona „Magiczne lata” uruchomiła we mnie absolutną lawinę wspomnień. To opowieść, pisana jako nostalgiczny powrót do czasów dzieciństwa – Ameryki, której już nie ma. Rok 1964 w USA to czas przemian. Martin Luther King walczy o prawa obywatelskie dla czarnoskórych Amerykanów. Wojna w Wietnamie dopiero majaczy na horyzoncie i w zasadzie nikt nie spodziewa się jej skutków – rozkładu społeczeństwa z końca 1975 r. Całe pokolenia są w zawieszeniu i oczekiwaniu na to, co się stanie. Autor zawarł więc w tej powieści melancholijne, oniryczne obrazy, które są hołdem dla dzieciństwa. Oswajaniem codzienności. Pokonywaniem dorosłości.

Wiele scen z tej książki poruszyło mnie do głębi. I nie, śmierć wbrew pozorom nie jest jedną z nich. No, może jedna spowodowała, że zatrząsłem się od szlochu. Przede wszystkim poruszyło mnie to, że to opis świata, który już nie istnieje i nigdy nie powróci. Podczas czytania zdałem sobie sprawę z tego, że Mój świat dziecięcy spotkał ten sam los.
Podobnie jak Cory, wracając do rodzinnego miasta, widzę, że nie ma już podwórka, na którym się bawiłem, jest za to parking. Nie ma już kolegów, którzy rozjechali się po świecie. Pozostali nieliczni, którzy, niczym duchy, strzegą dawnej pamięci.
Bycie dorosłym, jak pisze McCammon, to bycie dzieckiem, które oblepione jest gliną i mułem dorosłości. Każdy z nas, czy tego chce, czy nie, prędzej czy później zdaje sobie z tego sprawę, chyba, że nie ma serca. Wiecznie gonimy za szczęściem, próbując różnego rodzaju protez, które tworzą je tylko pozornie. Wielki dom, piękna żona, szybkie samochody. A potem jednak uderza nas, że tęsknimy za smakiem tamtych lodów, zapachem tamtego powietrza, odgłosem śmiechu przyjaciół.
McCammon w „Magicznych latach” (w oryginale Boy’s Life) nie tylko kreśli historię swojego dzieciństwa na Południu. Opisuje losy każdego z nas, kto dzieciństwo to miał szczęśliwe. Bo przecież nie jest tak, że każde dziecko na świecie jest szczęśliwe.
Ale to też książka o oswajaniu dziecięcych lęków – ojców-alkoholików, cieniów, które są potworami, duchów, które okazują się przywidzeniami. To opowieść o oswajaniu prawdy, życia i tego, co gdzieś na samym dnie w nas tkwi. To też opowieść o przemijaniu – Ojcu, który umiera, odchodzących Przyjaciołach, chociaż mieli być z nami na zawsze, przemijających Miłościach, po których zostają książki „Na zawsze, tak jak ja”, to w końcu opowieść o śmierci Nas samych – tego, co w nas Najlepsze, Najpiękniejsze, Najzdrowsze, Najszlachetniejsze.
Tak, nostalgia to silne uczucie. Dzisiejszy świat o tym wie, zamieniając nostalgię na maszynkę do robienia pieniędzy. Ale tutaj nie chodzi o taką nostalgię. Chodzi o to, co utraciliśmy i czego żadne pieniądze już nie kupią. Rozpadające się domy dzieciństwa, zapomniani bohaterowie kreskówek, piłkarze, którzy opuścili stadiony świata. Nie ma już naszych sklepów osiedlowych, dorosłych, których się baliśmy. Nie ma już i nas samych, z tamtych lat. Przepadliśmy, zabiliśmy w sobie te dzieci – w imię czego?
Pamiętajcie jednak, że „magia ma potężne, potężne serce”. Pielęgnujcie ją w sobie. Wracajcie do dawnych, Magicznych Lat.
Mateusz „StrongSilentType”
Za grafikę do wpisu dziękuję niezastąpionej Paulinie @ciemnastronaracucha
