Type and press Enter.

O samotności i miłości w cyberpunku. Marta Sobiecka „Algorytm Życia”

Martę i jej twórczość poznałem niejako przypadkiem. Zadomawiając się nieco w bydgoskim światku fantastyki jej nazwisko pojawiło się na radarze, chociaż długo nic kompletnie mi nie mówiło. Długo też mi zajęło sięgnięcie po jej książki. Przekonał mnie chyba Krzysztof Biliński, który – takie przynajmniej odnoszę wrażenie – sprzedałby piasek Beduinom. A może to ja mam słabą wolę? Niemniej, przed wywiadem który przeprowadziliśmy wraz z Klaudiuszem na kanał Zwyciężony (link znajdziecie niżej) postanowiłem zapoznać się z debiutanckim zbiorem opowiadań Sobieckiej pt. Algorytm Życia. Nie będę ukrywał, że podchodziłem do niego z pewnym sceptycyzmem – ani estetyka cyberpunku, ani Japonia nie są dla mnie atrakcyjne i nigdy nie szukałem treści, które byłyby w tych światach osadzone. Jakże jednak krótkowzroczne było moje myślenie, bo opowiadania o Kaori Nakamurze – policjantce zajmującej się cyberprzestępstwami – to świetna literatura zarówno pod względem rozrywkowym, jak i intelektualnym.

Zbiór składa się z pięciu opowiadań. Trzy – Rój, To właśnie robisz, gdy naprawdę kogoś kochasz oraz tytułowy Algorytm Życia były wcześniej publikowane – w Nowej Fantastyce oraz SFinksie. Natomiast dwa pozostałe czyli Między węglem a krzemem oraz Po nocy przychodzi dzień (a po burzy spokój! – wtrącenie moje) zostały napisane specjalnie do tego zbioru. Zachwycają mnie już same tytuły opowiadań – tak zbliżone do dickowskich, które z jednej strony mówią dużo, z drugiej natomiast stanowią zagadkę, której nie można odkryć poznając tylko je. Jednocześnie zbiór ten, mimo tego że jest złożony z pięciu, niezależnych od siebie historii – oprócz głównej bohaterki łączy także pewna ciągłość fabularna. Można w zasadzie przyrównać je do seriali z lat 90. takich jak X-Files czy Star Trek, gdzie każdy odcinek stanowił osobną opowieść, ale jednak widać było powiązania z poprzednimi historiami. Tak jest i u Marty. Oprócz postaci samej Kaori, która spaja cały ten zbiór, przewijają się w poszczególnych opowiadań postaci drugo i trzecioplanowe. Wracają firmy-molochy, które stanowią przecież często centrum cyberpunkowego świata. To powala nam wgryźć się w tę narrację ale jednocześnie nie wymaga od czytelnika ciągłego śledzenia poszczególnych postaci i ich perypetii.

Sobiecka ubrała swoje opowiadania w garnitur kryminalny – ale jest on tylko powierzchowną warstwą tego, co autorka chce w swoich tekstach przekazać. A są tu ważne pytania egzystencjalne. Bo pojawiają się nie tylko pytania o rolę człowieka w społeczeństwie, o sztuczną inteligencję, status androidów ale także są w tych tekstach – samotność, opuszczenie, śmierć, nieprzystosowanie i próba odnalezienia swojego ja. Kaori, otwarty wróg wszelkiego co cybernetyczne, z jednej strony zwalcza największe patologie świata cyfrowego, z drugiej jednak strony korzysta z nich szerokim gestem, tworząc hiperhologramy wszystkich swoich najbliższych, którzy już nie żyją a za którymi ogromnie tęskni (w tym także psa, co zrozumiałe). Czym są hiperhologramy spytacie? To takie hologramy, które nie są li tylko odwzorowaniem pewnej postaci z przeszłości ale stanowią niejako ich cyfrowe kopie. Zresztą, te cyfrowe kopie – co autorka pokazuje w jednym ze swoich tekstów – mogą tak bardzo wyewoluować, że staną się zazdrosne, mogą kochać a nawet – zabić.

Świat przedstawiony jest z jednej strony futurystyczny, jak to w cyberpunku bywa, ale też nie bardzo odległy od naszego. Bo pewne zabiegi, których Autorka używa, stają się już naszą codziennością. Pierwszy tekst z tego zbioru – Rój – został opublikowany w 2019 roku. Wydaje się, że siedem lat to niewiele. Ale spójrzcie, jak przez siedem lat rozwinęła się sztuczna inteligencja. I to jest też siła Sobieckiej. Czerpiąc ze starej, dobrej, polskiej szkoły fantastyki bawi się ona niejako trochę w przewidywanie przeszłości. Bo taka jest też rola pisarzy science-fiction – mają przewidywać to, w jaki sposób obserwowane przez nich zjawiska wyewoluują w przyszłości. W moim odczuciu Marta świetnie sobie tutaj radzi i przekazywane przez nią obrazy przemawiają do odbiorcy, bo zagrożenia które wskazuje stają się domeną naszego życia codziennego. Jednocześnie warto nadmienić, że Sobiecka nie jest drugim Tedem Kaczyńskim – nie jest

Marta Sobiecka, Algorytm Życia, Wydawnictwo IX, Kraków 2021

anarchistką cyfrową. Ona wskazuje, że pewne aspekty (także hiperhologramy) życia cyfrowego mogą wnosić wiele do naszego życia, trzeba tyko uważać na to, w jaki sposób i do jakich celów się z tego korzysta.

To co naprawdę w książce zachwyca to lekkość z jaką Sobiecka radzi sobie z, trudną w moim przekonaniu, materią wielogatunkowości. Bo pewnie, możemy powiedzieć, że to cyberpunk – ale tak jak wskazałem wcześniej – mamy też tu elementy kryminału, science fiction czy nawet elementy grozy (ale w specyficznym, japońskim, onirycznym wydaniu). Także lekkość pióra autorki zwraca szczególną uwagę – poruszając z jednej strony trudne i ważne problemy nie przytłacza czytelnika nadmiernymi dywagacjami. One są ukryte gdzieś pod tą warstwą fabularną, która dominuje.

Nie ukrywam, jak wspomniałem na początku, że cały anturaż Japonii mnie nie zachęcał, bo nie jestem wielkim fanem Kraju Kwitnącej Wiśni. Manga mnie ni grzeje ni ziębi, anime tym bardziej. Ale Sobiecka używa Japonii jako backgroundu, sceny do swoich treści, które są uniwersalne. Nie przeładowuje swoich opowiadań nadmiernie elementami japońskimi, zdając sobie sprawę, że są tacy czytelnicy jak ja. Wychodzi jej to naprawdę bardzo dobrze, bo fani science-fiction mogą wynieść z tych opowiadań treści które ich zachwycą, a fani Japonii treści które ich zachwycą. Dziwi więc tak małe zainteresowanie fanów japońskości książkami Sobieckiej.

Algorytm Życia to kolejny debiut z Wydawnictwa IX, który absolutnie mnie porwał i zachwycił. Oczywiście, są potknięcia – niektóre wątki domagają się rozwinięcia (chociaż ile można rozwinąć w opowiadaniach?), były elementy, że trochę mi się niektóre rzeczy wydawały przegadane. Jest kilka wpadek redakcyjnych np. w pierwszym akapicie opowiadania Rój: „Na placu zabaw obok szkoły bawiły się dzieci. Trwała przerwa, samo południe. Odgłosy zabawy zagłuszył nadlatujący samolot”. Ale czy to wielka wada? Absolutnie nie. Autorka świetnie poradziła sobie z narzuconą materią, przekonała nieprzekonanych, zachwyciła ignorantów (myślę o sobie) i spowodowała, że z dużym zainteresowaniem będę czytał kolejne jej książki.

Na koniec jeszcze dorzucę, że najbardziej wciągnęły mnie opowiadania Między węglem i krzemem, Rój oraz To właśnie robisz, gdy naprawdę kogoś kochasz. Bo tworzą one szkielet tego zbioru, poruszając te trzy najważniejsze pola, którymi Marta się tu zajmuje – sztuczna inteligencja, miłość i samotność.

Mateusz „StrongSilentType”

Za grafikę do recenzji dziękuję Paulinie @ciemnastronaracucha.

Wywiad z Martą na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=bDaMN710cLI

Podczas czytania słuchałem

Laibach – Opus Dei

Front 242 – Front By Front

Nitzer Ebb – That Total Age

Muzykę z Neon Genesis Evangelion

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *