Type and press Enter.

Śmierć Metal – Czyli Extremalne Retrospekcje, vol. 1

CANNIBAL CORPSE – „BUTCHERED AT BIRTH” – 30.06.1991

Zatem zaczynamy! Aby Extremalne Retrospekcje rozpocząć godnie, przywalimy od razu z grubej rury!  Na nostalgiczny warsztat biorę bowiem drugą płytę w dorobku amerykańskich Kanibali – legendarne: Butchered at Birth

Swego czasu był to album chyba najczęściej przeze mnie odsłuchany EVER! A wszystko co dobre zaczęło się pewnego zimowego wieczoru, gdzieś na początku lat 90, gdy nastawiwszy fale radiowe na jakąś czeską stację nadającą metalowe audycje, natrafiłem na nieznany mi wtedy band o tej pięknej i intrygującej nazwie!

5

Miałem wtedy w zwyczaju audycje owe nagrywać na kasety magnetofonowe. Ech, jakże miłe to były czasy..

Kawałek którego wówczas dość niespodzianie doświadczyłem to Under The Rotted Flesh. Najpierw wprawił mnie on w dosyć poważne osłupienie, potem spowodował klasyczny szczęko-opad, by na końcu sprawić bym czym prędzej ruszył przeszperać swoje szkolne biurko w poszukiwaniu długopisu, co by natychmiast zapisać nazwę owego cuda!

Potem od kumpla metalowca pożyczyłem ich płytę Eaten Back To Life i choć wtedy mi się nawet spodobała, to zdecydowanie nie było to to czego szukałem.. Udało mi się w końcu znaleźć (w Metal Hammerze zapewne, wszak Internetów wtedy żadnych nie było) info, iż słuchany kawałek znajduje się na ich nowym, drugim albumie! Kasetę z tym materiałem jakoś więc zdobyłem no i… poszło!

Na dzień dobry, dla nie wprawionego jeszcze metalowego ucha, to dość… wymagająca muza. Nima tu wyraźnych melodii, z wokalem – oj nie pośpiewasz, w ogóle poza wszechpanującym jazgotem NIC więcej do diabła tu nie słychać!! Taak… Jakże niesprawiedliwa i myląca wielce – by nie powiedzieć, iż na manowce totalne wiodąca jest to opinia!

1a

Gdyż po czasie bliżej nieokreślonym, a trwało to bodaj rok, płytkę ową udało mi się w końcu rozgryźć, rozłupać i dostałem się do jej jakże słodkiego, full-death-metalowego środka! A odsłuchując ją dziś, poczułem się tak jak wcinając ją w wieku 15-16-17 lat!

Cóż tu wiele mówić… KOCHAM TEN ALBUM! Płyta jest w całości PERFEKCYJNA! Od A do Z! Nazwa zespołu: bezkompromisowa, ciężka, miodna i od razu kopie w twarz! Logo mniamuśne – te pierwsze: białe, mięsne! Okładka? Wow… Czegoś takiego nie widziałem wcześniej. Pasująca IDEALNIE do muzyki zawartej w środku! A Tytuł płyty – czy można chcieć czegoś więcej od przedstawiciela Death Gore?? Majstersztyk! Dostajesz to do swoich łapek i od samego oglądania już ci cieknie metalowa ślinka!! 

No a sama muza? Prawda jest tak BRUTALNA jak sam ten świetny materiał! Cyk Walenty, na bok sentymenty! Kochani, obcujemy tutaj zdecydowanie z ARCYDZIEŁEM gatunku!

3

Zacznijmy więc od gitar. To co na początku wydawać się MUSI totalnym jazgotem i apokaliptyczną wręcz kakofonią, po bliższym zapoznaniu staje się ESENCJĄ death metalu! Wiosła brzmią po prostu jak trzydzieści i trzy rozwścieczone do granic szaleństwa roje szerszeni, wrzucone bez pardonu do puszczonej na wolne obroty pełno-budowlanej i rozklekotanej w cholerę betoniary! Słowem: ROZKOSZ! Ba! To miód i truskawki z salcesonem! Kto smakosz ten wie!

Tępe, a jakże pełne Milki riffy, zmiażdżą bez problemu swą siłą i mocą ciało każdego headbangingującego metalucha! Rozgryzłem je z czasem i – UWAGA! – udało mi się tam znaleźć… melodie… Nie bójmy się używać tutaj wielkich słów – melodie CC rozpierdalają! Bez litości. Krew, flaki i mózg wsio zaraz zaczyna się walać dookoła ciebie! I TO JEST KURWA TO!!

Solóweczki tutaj są jak rodzynki. Rzadkie, ale radość szczerą dające! Nie ma w nich nic wyszukanego, jednak wspaniale tutaj współgrają z całością i są naprawdę kul!

Gary. Apokaliptyczna MIAZGA w starym stylu. Żaden tam ultraspeed jak to teraz co drugi pałker potrafi, że nawet walnięć nie zliczysz i w ogóle nie wiesz co się dzieje! Paul Mazurkiewicz NAPIERDALA w nie tak równo, wściekle i bezlitośnie, a zarazem dla ucha słodko, że choć wielkiej technicznej finezji w tym nie uświadczysz, to stwierdzić można tylko jedno: tutaj lepiej już się nie da!! Stuprocentowe, pełnomleczne baja bongo! Cokolwiek to w ogóle zresztą znaczy.

4

Wokal. Chris Barnes od tej płyty – aż do dziś – jest moim wokalistą Number One. Płyt CC po jego erze w tym zespole NIE AKCEPTUJĘ! To co ten gość pokazał w tym materiale swoim nieprawdopodobnym growlingiem jest dla mnie czymś całkowicie niedoścignionym. Potworna MOC tego wokalu, z czeluści samego jelita grubego chyba się wywodząca – a może gdzieś z okolic trzustki? – każe innym warkocistom zwyczajnie iść do mamy. Kocham brzmienie tego głosu na tej płycie! To Prawdziwa Perwersyjna Perfekcja! Nie można lepiej. Nie można mocniej i niżej. Nie można słodziej i cudowniej. To autentyczne death metalowe wokalne Arcydzieło. Absolutny kurwa ZACHWYT!

Każdy utwór na tej płycie to idealnie do siebie pasujący element większej układanki, nazwanej tutaj figlarnie: Zarżnięty Podczas Narodzin. Przebojów tu nie uświadczysz. Tu nie o to chodzi. Wszystko to razem do tzw. kupy daje materiał, który faktycznie może zabić lub co najmniej okaleczyć. Ale może też i leczyć! Ja się nim kiedyś leczyłem. I zawsze stawiał mnie na nogi. To prawdziwy kawał krwistego, mięsistego, pełnowartościowego śmierć metalu na NAJWYŻSZYM poziomie zniszczenia! Ta płyta wciąż zachwyca. I wciąż potrafi urwać dupę razem z jajcami!

5

Nosiłem bluzę z tą okładką. Pewnego razu zaczepił mnie jakiś rasowy metal na ulicy. Najwyraźniej nie podobał mu się fakt, iż jakiś krótkowłosy szczyl ma czelność nosić TO na sobie! Na metala nie wyglądałem wszak nijak. Wziął mnie był na stronę i zaczął rozpytywać. Nie miał chłop szans. O CC wiedziałem wtedy WSZYSTKO. Skład zespołu, tytuły płyt i utworów w kolejności, skąd pochodzą, gdzie i z kim nagrywają, itp. Gdy przejąłem inicjatywę i sam zacząłem go pytać o to i owo, zamknął był pospiesznie temat i udał się był dość niepocieszon w siną dal…

Taak… Butchered At Birth była, jest i będzie kwintesencją staroszkolnego death metalu. To moje absolutne TOP 5 Ever! Jedyna metalowa płyta na bezludnej wyspie? Wybieram właśnie tę!

OCENA MA FINALNA: 6/6 – SPRZEDALI DUSZE DIABŁU!

Kapitan MO

Grafika w tekście: Cannibal Corpse, Butchered At Birth, Metal Blade Records, 1991.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *