Type and press Enter.

O utracie / Cztery strony twarzy

strony-main

W Cztery Strony Twarzy wchodzę jak sroka, zwabiony blaskami pięknej okładki, jestem esteta, nic na to nie poradzę, Der Mensch ist doch ein Augentier, zatem sięgam po debiut Adama Buszka okiem prowadzony. Ale już po chwili zaczynam czytać i nie obraz, a słowa przejmują stery i rządzą wrażeniami, jakimś dziwnym brataniem się (o tym dalej), pojawiającymi się to tu, to tam zachwytami.

Najpierw o tworzywie. Poezja tutejsza dość szybko przynosi mi skojarzenia z ukochanym Herbertem: pewna hymniczność, szlachetność i podniosłość, pisanie o rzeczach bezcielesnych, nienamacalnych; to są pieśni. I ja diablo za tą szlachetnością, czystością poezji tęsknię, bo przecież dziś liryka brata się z brudami tego świata, zstępuje w jakieś ponure profana, kolokwializmy, czytać tego nie sposób. Debiut Buszka każe cieszyć się niebywale, oznajmia wszem wobec, że istnieje jeszcze tworzywo szlachetne!

Rzecz najmocniej mnie uderzająca. W tomiku sporo jest erotyków, i to erotyków wcale śmiałych, nie stroniących od cielesności, od ciepłych rąk, smukłych szyj, gniazd ramion, palców u stóp. Miejscami jest, rzec można, zuchwale. Rodzi się zatem pytanie: jak cała ta cielesność współgra z ulotną strukturą języka? Współgra bardzo dobrze! Śmiałość erotyków nie brudzi w żaden sposób harmonii języka, a z drugiej strony, ulotność tworzywa, nie odejmuje ciału ciepła, dotyku. Zaskakujące!

Kiedy się uśmiechasz,
chcę ulepić głoskę,
z palców twoich stóp
spijać ciepłe hymny.

Całość składa się z czterech cykli, pór dnia i nocy, od wschodu, do zachodu, z północą, wpychającą się przed zachód. Cztery obrazy składające się na opowieść o tęsknocie i opuszczeniu, o próbach wędrowania w pojedynkę, hymny na cześć jakiegoś piękna utraconego. I trzeba Czterem Stronom oddać to, co im się należy: swój czas, swoją uwagę, przejść przez ten labirynt z cierpliwością i nie zniechęcać się w ślepych uliczkach (w które wpadałem co chwila). Owoce tego czytania są zaskakujące, okazuje się bowiem, że tomik zamienia się w dialog między piszącym, a czytającym… i po kilku chwilach nie wiadomo już, kto opowiada. Bo przecież każdy z nas ma jakąś swoją Słońcowłosą, która gdzieś tam zniknęła, albo i nie zniknęła, ale jest, wczoraj, dzisiaj albo jutro. To jest Twoja, czy moja opowieść, Adamie? Nie wiem. W pewnym momencie przerwałem czytanie i czytać jeszcze raz zacząłem – z tym właśnie nastawieniem, że to moja opowieść. Pod imiona podstawiałem inne imiona, pod sceny inne sceny ze swojej przeszłości, to było bardzo osobiste przeżycie.

Wiolinowy klucz twego ciała –
żadnej melodii nie przebudzę.

Nie będzie ognia
z chrustu naszych dni.

To był może najlepszy
z moich czasów przyszłych

Rzęsiste światło włosów
krzesało poranki.

W kilku miejscach się zapodziałem, dość długo błądziłem zwłaszcza gdzieś w trzecim cyklu, miałem problem z tropieniem i interpretowaniem kolejnych tekstów. Ale to też treść tamtejszych wierszy: stanięcie twarzą w twarz z utratą i pytanie: co dalej? Co dalej? Mnóstwo nawiązań, do mitologii, do malarstwa, do literatury, trzeba nad tym przysiąść.

Kończąc. Uważajcie, Państwo, może się bowiem okazać, że ta opowieść, trochę o bólu, trochę o zachwytach, jest opowieścią także o Was, nie wiem, co tam znajdziecie, nie wiem kto to opowiada, piszący, czy czytający… To rzecz spora (mimo stosunkowo małej objętości – dwadzieścia cztery wiersze), męcząca i wymagająca, ale pozwalająca niesłychanie nacieszyć się pewną czystością, szlachetnością płynącą ze środka, a jeśli tylko pozwolimy jej na to, może się okazać czymś zdecydowanie większym. Polecam.

Paweł

Grafika główna i ta w tekście: Łukasz Różyński, okładka „Czterech Stron Twarzy” Adama Buszka (wewnątrz również zdjęcia samego autora), Wydawnictwo Papierowy Motyl, 2016.
Cytaty – fragmenty wierszy wyjęte z tomiku, kolejno: „Filologia” i „Tren na pamięć”.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *