Type and press Enter.

POLECANKI-MACANKI VOL. 1 / PULSAR

Oto pierwszy odcinek nowego cyklu, w którym nieskrępowany dziedziną ni gatunkiem, będę się dzielił swoimi odkryciami.
Dlaczego polecanki? To chyba oczywiste. Dlaczego macanki? To co najmniej równie oczywiste. Może nie wiąże się to bezpośrednio z kulturą, ale w każdym obudzi bardzo miłe młodzieńcze wspomnienia, w moim przypadku z równą siłą związane z osobą druha drużynowego oraz cioci Marzeny.
Dziś na warsztat biorę srebrny krążek wypełniony ciekawymi, ba! kosmicznymi dźwiękami. Kosmiczność ujawnia się natychmiast po rzucie oka na spis treści, w którym dominują tytuły zdolne zelektryzować każdego astrofizyka, co z kolei budzi natychmiastowe skojarzenia z takimi grupami jak Pagan’s Mind czy Keldian, a nawet z zapomnianym dziś utworem Budki Suflera „Nie ma końca tej podróży”. Skojarzenia te tylko poniekąd są słuszne, bo „Pulsar” przynosi muzyczne zobrazowanie przestrzeni kosmicznej w jej pełnej chwale i mocy, czyli nie biorąc poprawki na kręcące się po niej chwilowo pyłki, nawykłe do nieuzasadnionego stawiania się w centrum wszystkiego. Podejście to znajduje zresztą odbicie w muzycznej formule albumu, w której nie zmieścił się wokalista.
Counter–World Experience to wciąż stosunkowo młody zespół z Niemiec, który ma już jednak na koncie aż sześć albumów. „Pulsar” jest ich najświeższym wypiekiem, sytuując się w opinii samych muzyków na nieszczególnie popularnym poletku progresywnego jazz metalu. Ideą, jaka przyświeca temu ambitnemu trio, jest świeże spojrzenie na muzykę progresywną, która od kilkunastu już lat zasługuje raczej na miano „regresywnej”, powielając wypracowane przez Fates Warning i Dream Theater patenty.
Jak to brzmi? Otóż znakomicie i faktycznie dość świeżo, choć nie nowatorsko, bo przecież nie sposób wymazać z kart historii muzyki takich tuzów jak King Crimson czy Yes. Counter–World Experience przyjęli jednak ciekawą formułę, za którą odpowiada, co słychać, autor materiału i szef przedsięwzięcia, gitarzysta Benjamin Schwenen. Muszę tu zmartwić miłośników soczystych riffów – niemal ich na tym albumie nie uświadczą, ton nadają bowiem ciężkie gitary rytmiczne oraz liczne partie solowe, zbliżające się niekiedy do improwizacji. Pozostali muzycy rzadko wychodzą na pierwszy plan, co nie oznacza, że w ogóle nie otrzymują takiej szansy, szczególnie że używany przez Schwenena głównie do przetwarzania dźwięków strun na dźwięki klawiszy syntezator wykorzystywany jest raczej oszczędnie i ogranicza się zazwyczaj do stworzenia tła. Na nim galopuje sobie od czasu do czasu basista Sebastian Hoffmann. Obsługujący gary Thorsten Harnitz, bez dwóch zdań utalentowany, zmienia rytmy i tempa, ale unika szczególnie połamanych struktur (może poza bardziej jazzowym „Merakiem”), karnie podporządkowując się nadrzędnemu celowi. Tym zaś zdaje się niespodziewanie być pewna płynność, a nawet melodyjność materiału. Przy całej bowiem złożoności tegoż, wymagającej większej liczby odsłuchów, gdy już raz zaskoczy w mózgu odbiorcy odpowiednia zapadka, można się nim bez problemu delektować na przykład podczas szybkiej jazdy samochodem. I można też złapać się na nuceniu niektórych jego fragmentów. Mnie na przykład urzekła partia trąbki w utworze „Bellatrix”. Tylko jako podkład do alkowy nadaje się „Pulsar” nie za bardzo, szczególnie gdy znajomość znajduje się jeszcze na etapie zmuszającym delikwenta do symulowania romantycznej duszy. Natomiast parom z dłuższym stażem może ten krążek przydać dynamiki w miłosnych zapasach.
Gdyby chcieć się doszukać w „Pulsarze” mankamentów, można by od biedy zarzucić Schwenenowi pewną brzmieniową monotonię, bo większość utworów (nie wszystkie!) porusza się w podobnej stylistyce. Warto może podejrzeć starszych kolegów i ich patenty. George Lynch czy Tore Østby włączają na przykład do swej muzyki elementy flamenco, za którym nieszczególnie przepadam, ale które jako element urozmaicający muzykę rockową czy metalową sprawdza się świetnie.
To jednak tylko na marginesie, bo „Pulsar” to płyta, która brzmi świetnie i której nie trzeba się wstydzić na półce nawet w razie nagłych odwiedzin znajomej flecistki czy innej kształconej muzycznie persony.

COUNTER–WORLD EXPERIENCE – „PULSAR”
Hänsel & Gretel 2016

Załoga:
Benjamin Schwenen – gitary i programowanie
Sebastian Hoffmann – gitara basowa
Thorsten Harnitz – bębny

Gościnnie:
Steve Di Giorgio – gitara basowa bezprogowa w utworze „Alpha Serpentis”
Hannes Grossmann – bębny w utworze „Cygnus”
Tom „Fountainhead” Geldschläger – solo na gitarze bezprogowej w utworze „Helios”
Christian Meyers – trąbka w utworze „Bellatrix”

utracjusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *