Type and press Enter.

Josif Brodski / Pochwała nudy

„Uwaga! Mówi mędrzec!” – takim tytułem mógłby być opatrzony ten zbiór.

Brodski to niespokojny duch, prowokator. Operuje paradoksami, by pobudzić czytelnika do świeżego spojrzenia, zmusić do niekonwencjonalnego myślenia. Uważa za stosowne podkreślać, że człowieka nie sposób pojąć, odwołując się do kategorii rozumu; stąd potrzeba i rola poezji. Więcej tu jednak błyskotek niż mądrości, a nawracającemu przykazaniu skromności towarzyszy nieskromne przekonanie o wyjątkowej trafności własnych recept.

Choćby takie ustępy, w których Brodski krytykuje antropocentryzm i mocno podważa możliwości poznawcze człowieka, byłyby świetne jako ćwiczenie umysłowe, gdyby autor nie dążył do rozstrzygających konkluzji. W tym jednak właśnie tkwi problem rosyjskiego poety, że nie umie się zatrzymać na postawieniu pytań, że jako mędrzec musi jeszcze dać odpowiedzi, pobrzmiewające pogardą dla durniów, który wierzą, że świat zewnętrzny jest oraz, co więcej, jest takim, jakim go postrzegają.

I te jego cholernie autorytatywne sądy! Zwątpienie jest przywilejem, z którego Brodski nie życzy sobie korzystać, a raczej, by wyrazić się precyzyjnie, może i sobie życzy, o ile wektor zwątpienia zwraca się zawsze na zewnątrz niego. Tymczasem reklamowana na obwolucie arogancja, istotnie tu obecna, trochę się kłóci z (auto)kreowanym wizerunkiem mędrca.

I jakże mają nie śmieszyć jego mesjanistyczne zapędy, oderwane od życia postulaty, by uczynić poezję Chrystusem narodów? O ich nierealności przekonały się już przecież całe zastępy ludzi pióra, z naszymi rodakami na niepoślednim miejscu. Utopijne projekty narzuconego administracyjnie zbawiania świata poprzez literaturę, z wiodącą rolą poezji, musiałyby się skończyć tak, jak kończą się wszystkie utopie.

Co dziwi u wierszoklety, w przeciwieństwie do Arthura Schnitzlera pisze Brodski słowa i ustępy niekonieczne, jakby nie potrafił postawić tamy samouwielbieniu. Przypomina mi w tym trochę Wiesława Myśliwskiego. Oczywiście, nie można odmówić mu błyskotliwej (oraz w przypadku listu do Horacego śmiałej i nieortodoksyjnej) metaforyki, ale czego się w końcu spodziewać po nagrodzonym Noblem poecie?

Tenże poeta nadużywa terminu „metafizyka”, odnosząc do niego jakąś własną, nieostrą i nader pojemną definicję. Z kolei termin „solipsyzm” wybrzmiewa jak refren jego stanowiska epistemologicznego, a jego stanowisko epistemologiczne jak rdzeń jego filozofii. Jest z tym zresztą komplementarny kolejny refren – „Większe cuda już się zdarzały”. Trudno sobie zatem pomyśleć coś, co byłoby niemożliwe.

W dwóch tekstach chwali wielkich stoików, tyle że Marka Aureliusza głównie za jego rządy, a Horacego przede wszystkim za poezję, w filozofii, a szczególnie w teorii poznania, skłaniając się ku poglądom sceptyków. Generalnie jego rozważania filozoficzne to mielenie na nowo sporów dawno już przebrzmiałych, mające chyba służyć dowiedzeniu erudycji Brodskiego. Choć na pewno pożyteczniej jest zwracać się ku starożytnym niż ku filozofom ponowoczesnym. Ku tym ostatnim zwrócić się jednak Brodski, ze względu na swą wiarę w zbawczą rolę sztuki, nieszczególnie mógł.

Tekst na okładce mówi o legendarnym zbiorze, ale ta legendarność musi się chyba zasadzać na czymś więcej niż na bardziej dosłownej niż można by się spodziewać pochwale nudy. Choć prawdopodobnie jestem niesprawiedliwy. Osobowość Brodskiego działa mi na nerwy i niepotrzebnie skupiam się na szczegółach jego myśli, która w całościowym oglądzie ujawniłaby może zalety godne nie tylko szwedzkich nagród, ale i najświetniejszych pucharów, a może i legendarnych (nomen omen) kielichów.

utracjusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *