Type and press Enter.

Cząsteczkowa teoria ludzkości – Heraklit, Tokarczuk i ja o ruchu sensotwórczym

Już Heraklit z Efezu stwierdził, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana, no bo pantha rhei. Łacińskie przysłowie głosi, że zmienne są koleje rzeczy (alternae sunt vices rerum – od lat kilku głosi to również moje ramię). Olga Tokarczuk natomiast napisała Biegunów, w których ujęła tę sprawę w sposób następujący:

Stojąc na przeciwpowodziowym wale, wpatrzona w nurt, zdałam sobie sprawę, że – mimo wszelkich niebezpieczeństw – zawsze lepsze będzie to, co jest w ruchu, niż to, co w spoczynku; że szlachetniejsza będzie zmiana niż stałość; że znieruchomiałe musi ulec rozpadowi, degeneracji, obrócić się w perzynę, ruchome zaś – będzie trwało nawet wiecznie.

Gdy człowiek staje w miejscu pośród nieustannie rozwijającego się świata, bez wytchnienia biegnącego naprzód czasu i milionów nieprzerwanych ciągów przyczynowo-skutkowych, to tak, jakby się cofał. Świat gna naprzód bez niego; zostawia człowieka w tyle. Stąd okresy marazmu, jakie zdarzają się w życiu każdego z nas, dają poczucie brnięcia w nicość; w pustkę, którą zostawia za sobą pędząca rzeczywistość. Wrażenie, jakby ciągle było się gdzieś spóźnionym, nie opuszcza człowieka w okresie stagnacji i ugrzęźnięcia w impasie niweczącym wszelkie nowe decyzje i przedsięwzięcia jeszcze zanim zdążą zaistnieć.

Tokarczuk niejeden raz poruszyła w swojej twórczości kwestie związane z ruchem w wymiarze metafizycznym – ruchem jako życiową koniecznością, warunkiem istnienia, ukonstytuowaniem bytu. W powieści Prawiek i inne czasy napisała:

To, co się nie porusza, stoi w miejscu. To, co stoi w miejscu, rozpada się.

Ba, nie jest to nawet tylko koncepcja filozoficzno-literacka. Przecież przede wszystkim fizyce nie od dziś znana jest teoria kinetyczno-cząsteczkowa, której jednym z podstawowych założeń jest nieustanny ruch tych ostatnich. Wszechświat żyje i kotłuje się w swoim chaosie, generując liczne zjawiska, fuzje i dyfuzje, syntezy, rozszczepienia… Czyż nie na podobieństwo cząsteczek miotają się ludzie w swym ciągłym kroczeniu naprzód? Bodziec pociąga za sobą reakcję, akcja – interakcję. Jesteśmy w nieustannym ruchu, mniej lub bardziej świadomie pociągając za sznurki nie tylko swojego, ale i dziesiątek, setek, a może i tysięcy ludzkich żyć w teatrze losów, z którymi ścieżki nasze są zbieżne. To działa jak domino. Lawina zdarzeń. Ciąg przyczynowo-skutkowy. Istnieje nie tylko w książkach.

Do książek jednak wracając… Spośród całego dorobku Olgi Tokarczuk z koncepcją ruchu jako wartości metafizycznej, czy też ontologicznej, a już na pewno egzystencjalnej, najbardziej związani są jednak Bieguni, za których w 2008 roku otrzymała swą pierwszą z dwóch (!) Nagród Literackich Nike. Tytułowi bieguni to XVII-wieczna prawosławna sekta, której członkowie byli przekonani, iż ze szponów władającego światem diabła umknąć można jedynie poprzez nieustanne wędrowanie, nie zadomawiając się nigdzie i nie gromadząc dóbr (źródło definicji pod artykułem). Powieść tak naprawdę jest jednak o ludziach nam współczesnych, którzy nie mogą zagrzać miejsca, bo sens życia odnajdują w przemieszczaniu się. To bieguni metaforyczni. Swoją drogą, zawsze gdy mam ochotę na odrobinę złośliwości pod adresem języka feministycznego, przywołuję ten utwór i mówię: „Więc gdybym czuła się kobietą-biegunem, musiałabym nazwać się…”. No. I tu przyzwoitość każe mi zamilknąć.

Przeciwieństwem biegunów są nie tylko ludzie, którzy ruchu nie potrzebują, lecz również ci, którzy wyjeżdżają po to, żeby wrócić. Oni, według Tokarczuk, nie są prawdziwymi podróżnikami. Przykładem stały się postaci rodziców, którzy po odbytej podróży:

Potem cały rok wiedli życie osiadłe, to dziwne życie, kiedy rankiem wraca się do tego, co zostawiło się wieczorem, gdzie ubranie przesiąka zapachem własnego mieszkania, a stopy niestrudzenie wydeptują ścieżkę na dywanie.

Natomiast charakterystykę prawdziwego bieguna mamy w kolejnej wypowiedzi, stanowiącej kontrapunkt dla poprzedniej:

To nie dla mnie. Widocznie brakowało mi jakiegoś genu, który sprawia, że gdy tylko przystanie się na dłużej w jakimś miejscu, zaraz zapuszcza się korzenie. Wiele razy próbowałam, a moje korzenie zawsze były płytkie i wywracał mnie byle jaki podmuch wiatru. Nie umiałam kiełkować, zostałam pozbawiona tej roślinnej zdolności. Nie ciągnę soków z ziemi, jestem anty-Anteuszem. Moja energia bierze się z ruchu – z trzęsienia autobusów, z warkotu samolotów, z kołysania promów i pociągów.

Anteusz to jeden z gigantów greckiej mitologii, który odzyskiwał siły po zetknięciu z Matką Ziemią (Gają) – dzięki temu był niezniszczalny. Otóż biegun nie potrzebuje tej ziemi, tej gleby, tego stałego miejsca ani gruntu pod nogami. Paradoksalnie traci go, gdy ten za bardzo się… ugruntowuje. To koczownik, nomada, wiecznie niezaspokojony poszukiwacz. Karmi się zmiennością. Stałość to śmierć.

Szperając dalej w literackich odmętach, można by znaleźć wielu reprezentantów zarówno jednej, jak i drugiej koncepcji podróżowania. Bez trudu dałoby się uformować dwa obozy, hołdujące odmiennym ideom ruchu: 1. przemieszczać się dla samego przemieszczania, dla napędzania wiecznego mechanizmu zmian; 2. podróżować po to, by wrócić. Natknęłam się niegdyś (chyba w kalendarzu-zdzieraku) na cytat, którego źródła nie potrafię już niestety wytropić:

Podróżujesz nie po to by zobaczyć nowe, lecz by patrzeć inaczej na stare.

Być może to parafraza, jednak jakkolwiek myśl ta nie zostałaby ujęta, pewnym jest, że określa postawę przeciwstawną do postawy biegunów. Więc jak, Drodzy Państwo, jest z tym podróżowaniem?

Na ostatniego świadka powołuję Stanisława Barańczaka, z wierszem, któremu jako taką trwałość i względną powszechność zapewnił poznański mural przy ul. Ewarysta Estkowskiego (cóż za zgrabna aliteracja, swoją drogą):

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

Ewa Wasiak

***

Definicja biegunów:
http://wyborcza.pl/1,75410,4580743.html?disableRedirects=true

Zdjęcie:
https://www.google.pl/search?q=stara+mapa&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi05JPkgLTUAhWEUBQKHeacCpkQ_AUIBigB&biw=1365&bih=817&dpr=0.75#imgrc=tPHFFCeUL4d49M:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 comments

  1. Bardzo mi się podobało. Miło się czytało. Zgadzam się w całej rozciągłości z tym, o czym piszesz tym bardziej, że istota podróży bardzo mnie interesuje i żałuję, że mam już tyle lat i nie zobaczę tylu miejsc, o których marzę. A na koniec prosto i zwięźle – fajnie napisałaś, Ewo. Czekam na więcej. Pozdrawiam…:)

    1. Serdecznie Ci dziękuję za te słowa! Myślę, że spośród całego ogromu miejsc, które chciałoby się zobaczyć (i całego ogromu książek, które chciałoby się przeczytać), zawsze warto mieć nadzieję, że uda się osiągnąć choć jeden kolejny cel… A potem jeszcze jeden… I jeszcze… I za każdym razem cieszyć się, że z tego oceanu udało się jeszcze coś wyłowić, nie dając się pochłonąć głębinie, która przypomina nam, że jest od nas potężniejsza.
      Ach, ach… Ten nasz wspaniały świat! 😉

  2. Bardzo interesujący wpis! A motyw ruchu jest faktycznie ogromnie frapujący – bardzo ciekawie do tego zagadnienia podszedł choćby Kim S. Robinson, amerykański pisarz science fiction. W swojej książce „2312” opisuje on miasto wybudowane na bardzo niegościnnej powierzchni Merkurego (w trakcie merkuriańskiego dnia temperatura powierzchni dochodzi do 700 K) – kluczem do przetrwania jest właśnie ruch. Miasto umieszczone jest na specjalnych szynach wykonanych z austenitycznej stali nierdzewnej. Rozprężenie szyn pod wpływem ciepła zawsze spycha miasto na zachód, do zwężonych na skutek niższej temperatury torów, pozostających w cieniu, w efekcie czego metropolia sunie nieustannie ze średnią prędkością 5km/h, czyli zgodną z ruchem obrotowym planety.

  3. Już wiem, jaką książkę zabiorę w podróż tym razem – „Biegunów” O. Tokarczuk. Nie umiem bowiem podróżować bez książki. Lektura nabiera koloru, dźwięku, smaku miejsc, w których bywam- w Apulii był to Marquez /”Miłość w czasach zarazy”/, w Norwegii / w czasie długiej drogi czerwonym pociągiem/- dwie części Prousta, na Korczuli- „Bracia Karamazow”…Świetne do zabierania są książki Czytelnika z serii Nike- można je mieć pod ręką, w kieszeni …Wracam z jakąś cząstką świata zamkniętą w tych książkach…Wybory książek czasem są przemyślane, a czasem przypadkowe.

  4. Zdecydowanie nie jestem biegunem. To moja matka nim byla. Potem gen przeskoczyl jedno pokolenie i jest nim moja corka. Dla mnie najsmutniejszym miejscem na ziemi sa …dworce. Czuje sie na nich jak rozbitek na bezludnej wyspie. Nie mam jak sie zaczepic korzeniami! Zmiennosc- jak najbardziej! Ale dla mnie od tego sa cztery pory roku! Widze je z okna i czuje je w ogrodzie. Nigdy nie sa takie same. Jest w nich ruch. Od zimowej smierci do wiosennej pasji zycia. Jezeli podroz, to krotko, zeby natychmiast moc wrocic!