Type and press Enter.

Biedny humanista patrzy na zderzacz hadronów / Filozofia nauki / Michał Heller

1.

Biedny katolik patrzy na zderzacz hadronów”. Tytuł utworu (swoją drogą jest tu nawiązanie do Miłosza, ale pomijam, nie o tym dzisiaj) z drugiego albumu projektu Budzy i Trupia Czaszka, Mor, doskonale opisuje moje z książką Michała Hellera obcowanie. Katolik, humanista, nieuk i hultaj, trzeba by dopisać kilka określeń, by wyobrażenie było pełne. No ale stoję i patrzę i mimo wszystko sporą z tego przyglądania się przyjemność wyciągam.

Być może to zasługa tego, że ksiądz Heller daje nam tekst raczej skrótowy, mający streszczać i przystępnie wyjaśniać pewne rzeczy. Genezę jego powstania przedstawia we wstępie, z którego dowiadujemy się, że trzymamy w rękach rozbudowaną wersję wstępu do podręcznika o filozofii nauki traktującego. Trzeba zacisnąć zęby i jakoś temu podołać!

O treści jakoś szalenie obficie rozpisywał się nie będę, jej część witałem i żegnałem z pewnego rodzaju bezsilnością i niezrozumieniem, całość jest jednak całkiem przejrzysta. Po przeprowadzeniu eksperymentu na żywym organizmie (na sobie), spokojnie orzec mogę, że także zupełny laik i lama może coś z lektury Filozofii Nauki wyciągnąć. Obok części poświęconej definicjom poruszanego materiału, czytamy także opis narzędzi, celów i badań w dziedzinie fizyki (bo choć tytuł dość ogólnie wieści „nauka” to mowa tutaj raczej o fizyce właśnie), część o ewolucji nauki (fascynująca) i, zmierzające już ku zakończeniu rozważania ogólne. Nad granicami nauki, nad sensem i zasadnością badań i świata i tak dalej.

Michał Heller spokojnie i cierpliwie tłumaczy kolejne zagadnienia, robi to tonem na tyle jasnym, że momenty niezrozumienia (choć się pojawiają) nie są szalenie ciężkie, a ja, biedny laik, mam wrażenie pewnego rodzaju brania udziału, bycia wtajemniczonym w ten niezwykły, zupełnie mi obcy świat, który żmudnie i po kawałeczku staram się ogarniać rozumem. Chwała mu za to!

2.

Nie posiadamy żadnego bezpośredniego dostępu do rzeczywistości, dzięki któremu moglibyśmy stwierdzić, czy i w jakim stopniu obraz świata dawany przez naukowe teorie rzeczywistości tej odpowiada.

Pisanie o narzędziach, dzięki którym staramy się opisać otaczający nas świat, jest jednocześnie pisaniem o relacjach między nami a badanym światem. Bo przecież nauka po to ten świat opisuje i bada, by jakoś człowieka w nim umiejscowić. Już samo rozumienie tego, lub innego procesu jest takim umiejscowieniem. Wielkim przeskokiem okazała się pewna zmiana skali, której w przeciągu ostatnich stu lat się przyglądaliśmy. Zmysły (już od dawna) okazują się być środkiem niewystarczającym (choć kuszącym – popularność teorii płaskiej Ziemi w niektórych regionach internetu…) dla precyzyjnego znalezienia miejsca w coraz bogatszym i szerszym obrazie otaczającego nas świata. Coraz częściej trzeba nam posługiwać się abstrakcyjnymi konstrukcjami by świat zbadać i metaforami, by świat opisać.

Toteż wykształca fizyka, wespół z matematyką kolejne narzędzia. Problem w tym, że mówimy dwoma różnymi językami. My i świat. Pojawia się człowiek i myśli swoimi abstrakcjami, swoimi miarami i jednostkami, swoją matematyką. Są to twory absolutnie nienaturalne. Pojęcie zera to znacznie większe i trudniejsze dokonanie niż skonstruowanie koła, wozu czy cegły. Znacznie od natury odleglejsze. Myśl, idea i nauka nie są zjawiskiem naturalnym. To już kultura, pewnego rodzaju brnięcie pod prąd natury.

Mamy do czynienia z pewnego rodzaju pierwszym kontaktem, spotkaniem dwóch obcych sobie światów: rzeczywistości i naszych o tej rzeczywistości wyobrażeń, naszych jej pomiarów i prób zrozumienia. I tutaj następuje olbrzymie zaskoczenie. Przecież mówimy zupełnie różnymi językami, skąd zatem zrozumienie? Dlaczego nasze opisy i badanie świata pasują do niego na tyle, że w szeregu eksperymentów stwierdzamy dopasowanie naszej myśli do rzeczywistości? Pozostawiam głos Hellerowi.

Racjonalna metoda nauki okazuje się skuteczna w badaniu świata, ponieważ świat jest przeniknięty sensem. Sensu w tym wypadku nie należy rozumieć antropomorfistycznie, na przykład jako posiadanie nadanego przez kogoś „ukrytego znaczenia”, lecz jedynie jako tę właściwość świata, dzięki której ujawnia on część swojej zorganizowanej struktury, gdy zastosuje się do niego racjonalnie zorganizowaną metodę badania.
Wasz Paweł M.
Ilustrację tekstu stanowi fragment obrazu Van Gogha Rozgwieżdżona noc, stanowiącego jednocześnie fragment okładki trzeciego wydania Filozofii nauki, które miałem przyjemność czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0 comments

  1. Heller jest szarlatanem filozofii. Układa ją tak by dało się wcisnąć w bóstwo. Pisanie, że rzeczywistość ma jakiś sens jest zupełnym nieporozumieniem. Rzeczywistość to względnie stałe relacje.