Type and press Enter.

Wiersze podebrane #11 / Kołatka / Herbert

Są tacy którzy w głowie
hodują ogrody
a włosy ich są ścieżkami
do miast słonecznych i białych

łatwo im pisać
zamykają oczy
a już z czoła spływają
ławice obrazów

moja wyobraźnia
to kawałek deski
a za cały instrument
mam drewniany patyk

uderzam w deskę
a ona mi odpowiada
tak – tak
nie – nie

innym zielony dzwon drzewa
niebieski dzwon wody
ja mam kołatkę
od nie strzeżonych ogrodów

uderzam w deskę
a ona podpowiada
suchy poemat moralisty
tak – tak
nie – nie

Lubię myśleć o Kołatce Herberta, jak o swego rodzaju małym wylaniu żali, jak o chwili słabości. Wiersz jest w drugim tomiku, są jeszcze lata pięćdziesiąte, nie mam pojęcia, kiedy został napisany, nie wnikałem. Ale na co się żalił? Na swoje lata pięćdziesiąte, przeżywane w niemałych trudach? Na swoje pisanie? Później (znaleźć takie informacje można na przykład w tomie wspomnień o Herbercie – „Wierność”) będzie wymawiał Miłoszowi zbyt częste wydawanie. Twórczość poetycka Herberta to dziewięć tomów wierszy, ukazujących się w sporych interwałach. Mało i powoli, chciałoby się rzec.

Poza tym zaczynał późno, debiutancka Struna światła to 1956, miał wówczas trzydzieści dwa lata, jeśli porównać go ze wspominanym już tutaj Miłoszem, tamten miał dekadę przewagi. Co on czuł w tych latach pięćdziesiątych, widząc swoje koleżanki i kolegów nie tylko z łatwością wydających, ale i z łatwością piszących? Kołatka brzmi tak, jakby cały świat pędził naprzód, kiedy ten, który kołacze stoi w miejscu. To, zdaje się dość trafiony obraz Herberta piszącego swoje pierwsze wiersze.

Ale ten instrument okazuje się nagle błogosławieństwem. W pewnym momencie staje się Kołatka pochwałą małości i prostoty. Ewangeliczne „tak – tak” i „nie – nie” stają się właściwą postawą, odpowiedzią, na „Niech mowa wasza będzie…”. Odpowiedzią na ten dobrobyt, bogactwo ogrodów i wyobraźni innych, jest to proste: „ja mam kołatkę”. I w tym zdaniu żalu już nie ma. Jest ono jak znalezienie swojego miejsca w poezji, swojego miejsca w świecie, jak wielkie westchnienie ulgi. Ale „jego spala niepokój”. Ma tylko kołatkę, czy ta kołatka wystarczy? Czy jest wystarczająco dobra i piękna?

Jej echa będą brzmiały, ten prosty stukot, w przyszłych tomikach. W podniosłym Przesłaniu Pana Cogito, właśnie tę straceńczą postawę usłyszymy, w tym, że na pustyni trzeba iść do przodu, mimo nieuchronnej śmierci z pragnienia. Idzie się i idzie i wie się: ktoś inny idzie przez ogród. Ale to nie szkodzi, tak trzeba, ja „mam kołatkę”. I w Raporcie z oblężonego Miasta, są wiersze, w których Herbert wzdycha do prostoty, do tautologii (nie przytoczę, tomik zgubiłem). To samo kołatanie będę słyszał w ostatnich wierszach, w Brewiarzach z Epilogu Burzy.

Kołatka, ta o której mówił z żalem, przyglądając się bujnym ogrodom, wystarczyła. I myślę o tym z ulgą. Bo przecież, jak my wszyscy, myślę często, że inni mają więcej i lepiej. I z goryczą myślę o swojej kołatce. Ale kołatka wystarcza.

***

Napisałem do Marcina: co myślisz o Kołatce, podrzuć jakąś myśl. To, co przysłał, wrzucam bez zmian w ostatni, nieco autonomiczny akapit:

nie nie, spoko… czytam od nowa ten wiersz – i uświadamiam sobie, że żal wobec Miłosza wyrażał on dla mnie zawsze, odkąd tylko uświadomiłem sobie wyższość Miłosza i trochu udawaną bohaterskość Herberta. w zasadzie, powiedzmy że mówię to z jądra ciemności, człowiek jakby to powiedzieć, chory, potrzebuje zwierciadeł – każdy jest dla niego kimś, każdego może pokochać i każdemu może oddać serce, każdy mu może zobojętnieć, a co najistotniejsze – w każdym chce się przeglądać, bo jego jedyną wiedzą jest przerażający fakt, ze nigdy nie dojrzy siebie – nie uda mu się samego siebie zobaczyć, więc zestawia – z „lepszymi”, „gorszymi” – jakby to było, gdybym był obdarzony wrażliwością innego, tak czytam Kołatkę. I na końcu zostaje patyk, którym uderza się w deskę, kiedy inni chodzą po ogrodach i znają łacińskie nazwy kwiatów. Tak, to jest dla mnie wiersz o żalu; w jakimś sensie wypowiedzenie krzywdy, której doznałem; wskazanie swojego cierpienia i swojego jednocześnie błogosławieństwa, bo ono pozwala przed ciemnością się uchronić, jakkolwiek jaśnieć, jest czymś osobistym.
Marcin z Pawłem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 comments

  1. tak-tak

  2. Reblogged this on adabrowka.