Type and press Enter.

Trochę po dziecięcemu widzieć świat / Opowiadania z doliny Muminków / Tove Jansson

Trochę po dziecięcemu widzieć świat

Straciłem zainteresowanie literaturą. Te grube książki, które przez lata całe ustawiałem na półkach, ciągle te półki dowieszając nowe, tak patrzą i zioną jakąś pustką, jałowością. Nie czytam nic nowego, mam kilku swoich autorów i do nich wracam, jakby to była rodzina moja literacka. Co z tego jednak, skoro nie chce mi się na nowo gadać z Dostojewskim, bo jego powieści to cegły, że nudzą mnie sakramencko zwielokrotnione zdania Manna czytane któryś raz z kolei. Że Camus cały przeczytany, a do tego deszcz pada jak szalony, a on mówił, że niewiele trzeba, żeby się całkowicie zdołować. I jest jeszcze literatura, którą tworzyli pisarze o korzeniach żydowskich. Jest Kafka, ale Kafka to jest zamiana w robaka i rycie w gęstwinie ciemności bez dostępu do powietrza. Jest Celan, ale Celan doprowadza do absurdalnie zwielokrotnionej melancholii, jest Węgier Marai, ale on nawet nie umiał się uśmiechać. Te książki jak pajęcza sieć niedostatku i zawodu całej literatury świata wyrażona przez pisarzy najwybitniejszych. Ale co z tego, skoro – znajoma już nuda?

I znowu niezasłużony przypadek. Pokój siostry, trochę literatury o tym, żeby być młodym i ambitnym człowiekiem, potem coś o nauczaniu wczesnoszkolnym, parę podręczników do ukraińskiego, jakieś bogobojne brednie księży, którzy powinni więcej czytać, niż pisać.

I ona. Mała, brązowa książeczka z czerwonym obszyciem. Na jej okładce dziwne stworzenia z wyłupiastymi oczami, jak w sennym koszmarze. A powyżej to piękne, skandynawskie nazwisko: Tove Jansson. A poniżej tytuł: Opowiadania z doliny Muminków.

Znam tę bajkę, każdy ją zna, tak jak każdy zna Jezusa Chrystusa i Harrego Pottera, nawet jeśli niekoniecznie wierzy w cokolwiek z nimi związanego. Śmieszne małe białe nadmuchane baloniki, Włóczykij i głupia ruda Mała Mi. Nic więcej. Pożyczyłem książkę.

Kolejnego wieczoru od pomarańczowych zakładek, którymi zaznaczyłem co bardziej zastanawiające fragmenty, odbija się blade światło. Jakie to jest zachwycające, w taki sposób opowiedzieć historię dla dzieci. Ile w tym jest wagi słowa i ile mądrości, wyrażonej małymi niedopowiedzeniami, odpowiednio dobranym słowem, jak dużo wyczulenia na trudne rodzinne sprawy.

Przykład pierwszy z brzegu: pamiętacie historię o Paszczaku, “który pracował w lunaparku, co przecież nie musi od razu znaczyć, że było mu bardzo wesoło. Dziurkował bilety odwiedzających lunapark, żeby nie mogli się przypadkiem zabawić więcej niż raz, a już tylko taka rzecz może przyprawić o smutek, jeśli się ją robi przez całe życie”? Takie proste, otwierające opowiadanie zdanie, a ile w nim empatii, czułości, dziecięcego myślenia o sprawie smutnej, jaką jest niewątpliwie praca.

Jako że Paszczak lubił ciszę, uważano go za nieco dziwnego. Pracował ciągle, ponieważ był o to proszony przez rodzinę i znajomych, a sam nie umiał odmówić. Jego jedynym marzeniem było, aby odejść na emeryturę i zażyć ciszy.

Niestety, lunapark został zniszczony przez powódź, która zabrała wszystkie sprzęty. Dzieci zaczęły znosić je do opuszczonego domu, w którym zamieszkał Paszczak i prosiły go o ich naprawę. On jednak odmawiał, ponieważ chciał być sam, jednak samotność zaczęła mu doskwierać. Kochał te dzieci, więc postanowił im pomóc. Odbudowali lunapark wspólnymi siłami, była jednak jedna reguła, której bezwzględnie należało przestrzegać: cisza podczas zabawy. Bo przecież mogą być tacy, którzy lubią ciszę, prawda?

W małych łebkach dzieciaków dziwactwo Paszczaka przeszło w zrozumienie: tak, ktoś może kochać ciszę. Hannah Arendt napisała kiedyś zdanie brzmiące mniej więcej tak: “nie jest sztuką zrozumieć rzeczy i idee wzniosłe i dalekie, ale gruntownie przepracować prawdy oczywiste”. Wtedy nawet nie umiałbym pomyśleć, że zdanie wielkiej filozofki wpłynie na moje czytanie bajki dla dzieci.

Książeczka ma niecałe dwieście stron, wybrałem jedną opowieść, chociaż o każdej można byłoby napisać esej. I można być starym osłem, który swoje wie, bo przeczytał/ przeżył/ doświadczył, ale dopiero po przeczytaniu “Opowiadań z doliny Muminków” zaczyna się rozumieć więcej. Trochę po dziecięcemu widzieć świat.

Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 comments

  1. Najlepiej przeczytać wszystkie tomy Muminków. I to więcej niż jeden raz 😉

  2. Kupiłam jakiś czas temu WSZYSTKIE tomy o Muminkach. Pochłaniam. Uwielbiam.