Type and press Enter.

Rimbaud, Statek Pijany (Ultima Thule 1/2) / Wiersze podebrane #4

I

Odchodzimy. Opuszczamy nasze porty.

II

Rzecz o odchodzeniu Rimbauda, odchodzeniu od świata ludzi. Jakie miał Rimbaud do tego powody, tego z pewnością nie dowiemy się nigdy (chciałbym by zdanie to rozbrzmiało nad całym tekstem. Nie ma on tłumaczyć tego odejścia, ma się mu zaledwie przyglądać, miejmy to na uwadze). Jednym z nich był jednak z pewnością zawód i rozczarowanie – młody poeta, zbuntowany przeciw skostniałościom starego świata, wiedziony wielkimi fascynacjami i ideałami trafia do Paryża, gdzie idee te zrealizować się mają.

Jest rok 1870, Złoty Chłopiec, wkracza na ulice miasta, które w swoim wierszu Paryż się budzi nazwie miastem świętym. Napisze dalej, w tym samym wierszu: „Oto skwery, ulice, bulwary, / Domy na tle lazuru, gdzie blask się promieni.” Ze słońcem w oczach wita swoje ideały ucieleśnione w tych murach. Jak święte miasto przywita Arthura Rimbauda?

W uszach dźwięczy mi najbardziej porażające (przynajmniej dla mnie i przynajmniej do tej pory) zdanie Różewicza: „Rzeka światła / wejdzie / w dolinę ciemną„.

III

Młody, zaledwie szesnasto – siedemnastoletni poeta wstępuje w szeregi Komuny Paryskiej, gdzie wraz ze szlachetnymi bojownikami, chce nieść sztandar wolności. Jak wygląda jego zderzenie z tym światem? To wielkie rozczarowanie, sięgające aż do rozpaczy, na ulicach Paryża miał bowiem znaleźć autor Iluminacji prawdziwy koszmar, dość powszechnie uważa się, że miał tam zostać przez swoich kompanów zgwałcony. Ech tego doszukiwać można się w jego Sercu błazna. Pisze tam: „Pod gradem szyderstw w grupie / I ogólnego śmiechu, który zniewala, / Moje smutne serce pieni się na rufie”, w kolejnej strofie jasno przesuwając ciemne akcenty w związane z seksualnością rejony: „Z aluzjami do fallusa i obscenicznie, / Niemoralne są ich szyderstwa, nieskryte!”.

Zobaczmy jak w jego oczach zmienia się obraz kompanów, wróćmy do wiersza Paryż się budzi, w którego pierwszych strofach, jak pamiętamy, pisał poeta o świętym mieście. Jak na owo święte miasto będzie patrzył po zderzeniu z rzeczywistością? Z całego labiryntu wiersza, niejako na próbę wyrywam jedną strofę, oddaję głos samemu autorowi: „Zgrajo z sercem niechlujnem i potwornym pyskiem, / Puśćcie cuchnące gęby w ruch, a silnie, dziko! / Dawać dla tych zdrętwialców wina! Grzęzawiskiem / Hańby są brzuchy wasze, o zwycięska kliko!”. Nie dodaję już ni słowa.

Pobyt w Paryżu, jest początkiem buntu Rimbauda, odcięcia się od społeczeństwa, wzgardy, która odtąd napędzać go będzie. Wielkie rozczarowanie, zawiedzenie jakże ognistych fascynacji, wszystko to (a z pewnością także coś więcej) popycha poetę w rejs, którym płynął będzie przez kolejne lata, aż do ostatnich utworów, Iluminacji oraz Sezonu w piekle. Powiedzieć, że to na ulicach Paryża zrodził się cały bunt i fatalizm młodego Rimbauda, byłoby sporym niedopowiedzeniem, nie należy jednak bagatelizować brutalnie zdeptanych młodzieńczych fascynacji.

IV

Aluzja do rejsu na końcu poprzedniego akapitu nie jest przypadkiem. W przywołanym wcześniej Sercu błazna, pierwsze wersy umiejscawiają akcję na statku: „Moje smutne serce pieni się na rufie”. Pozostańmy przy tym wyobrażeniu, będzie nam potrzebne lada moment, przywołamy bowiem legendarny Statek Pijany.

Rimbaud to poeta, który ma powody by odchodzić, odchodzić od ludzi. Równie ważnym jest także fakt, że jest poetą który ma dokąd odchodzić. Świat poezji Rimbauda nakreśla granicę, granicę między godnym pogardy (choć nie zawsze!) człowiekiem, a czekającą podziwu, straszną, bo nieokiełznaną, niezwykle jednak fascynującą naturą.

I chyba nigdzie ten kontrast, ale i samo odchodzenie, nie są zaznaczone tak mocno, z taką siłą i naciskiem, jak właśnie w Statku pijanym. Statek jest manifestem odejścia od tego, co ludzkie i niedoskonałe. Deklaracją najradykalniejszą z wszystkich – porzucenia i rezygnacji. Odejścia połączonego jednocześnie z odarciem ludzkiego świata z jakiejkolwiek wartości.

Już w początku tego rejsu dowiadujemy się, że nie jest to podróż przeznaczona dla człowieka. Ten, w postaci załogi, już w pierwszej strofie zostaje wycięty w pień przez „czerwone skóry” i dalszy rejs odbywa się w pięknej „sielance” paszcz morskich głębin, gwałtownych fal, dzikiej, rozszalałej natury. To właśnie ona uosabia wszystkie pragnienia Statku, płynącego z dziką rozkoszą w jej otchłanie. A ludzki świat? Nieważny i szumiący gdzieś w oddali niczym jakieś zbyteczne gniazdo os, zostawia Statek daleko za swoją rufą.

Rimbaud między wersami Statku wytycza człowiekowi miejsce w świecie. Świat i człowiek to wrogowie, a autor ani chwili nie zastanawia się po której stronie ma stanąć w tym konflikcie. Świat człowieczy z jego handlem, wartościami, z wszystkimi ludzkimi grami, wart jest niewiele. Opuścić go – to jedyna droga!

„W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem / Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali / Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem, / I nie dbałem, czy głupia latarnia się pali!”. Rozkołysany wśród fal, z dala od ludzkości, którą reprezentuje tutaj latarnia, budząca w oczywisty sposób dobre skojarzenia – ratunek, port, dom. Rimbaud z niej kpi, kpi sobie jednocześnie z wszystkich dobrodziejstw niesionych przez świat człowieka, które tutaj, w postaci latarni się mieszczą. On gna ku przepaści i jest tym pędem zachwycony!

Lada moment wedrą się weń morskie fale: „Zielona woda weszła w jodłową łupinę”, od tego momentu ten rejs będzie coraz bardziej euforyczny, przyniesie tytułowe pijaństwo: „Odtąd mnie obmywały Morza poematy, / Nasyconego w gwiazdy, mlecznie spienionego, / Pożerałem lazury, gdzie szczątki fregaty / Wabią czasem topielca rozmyślającego.”

V

Odchodzi więc Rimbaud, bo że to o nim wszystkie te wersy, wątpliwości być nie może. Hulaszcze życie, awantury i upadek (ze społecznego punktu widzenia) i to rozpierające poczucie buntu i wolności…

Płynie daleko, w zachwycie, to, co za plecami mając już w pogardzie. Ale czy to jest rejs ku szczęściu i wolności? Czy ten moment głębokiego wdechu, haustu lodowatej wody jest dla niego kulminacją i momentem szczytowym? Trzeba mi zostawić go teraz, pozwolić odpłynąć, rozhuśtać się na falach. Myślę, że wrócę tu jeszcze niebawem i kilka akapitów skreślę o tym, co ów Złoty Chłopiec, ten Statek Pijany, napisał już później, dokąd dopłynął, co znalazł. Obserwujcie horyzont!

Wasz Paweł M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

One comment

  1. […] bo z okruchów wyłuskanych to tu, to tam, cień jego życiorysu wydobył Paweł pod tym linkiem: https://statekglupcow.pl/2017/06/27/rimbaud-statek-pijany-ultima-thule-12-wiersze-podebrane-4/ i, tak myślę, jest to postać na tyle ikoniczna, że raczej nie będziemy kojarzyć go z […]