Type and press Enter.

O duszy, humanizmie, leczeniu / Kore / Andrzej Szczeklik

Podczas wymieniania książek będących dla mnie tak zwanymi kamieniami milowymi, bez większego zastanawiania, niemal natychmiast przywołuję Nieśmiertelność Andrzeja Szczeklika. Spotkanie ze słynnym lekarzem kazało mi przed kilku laty na nowo zdefiniować swój humanizm (tak by nie zwalniał ze znajomości dziedzin ścisłych, a raczej do niej zobowiązywał).

Bo ten piękny humanizm Szczeklika opierał się przede wszystkim na ogromnej, imponującej wiedzy. Wiedzy, która wypływała z wielkiej ciekawości, z głodu poznania i rozlewała się po licznych i szerokich dziedzinach. We wszystkich trzech książkach „humanistyczno-eseistycznych”, które autor przed śmiercią zdążył napisać, przewija się ten głód zrozumienia – istota humanizmu.

KatharsisKoreNieśmiertelność. Trzy, niezwykle ważne dla mnie książki. Pierwsza, jak nazwa wskazuje, dotyczy oczyszczenia, jest książką poświęconą leczeniu, rozumianemu jako relacja pacjent – lekarz. Nieśmiertelność dotyka spraw ostatecznych (jak na ironię, premiera jej odbywa się już po śmierci autora), naszych tęsknot, westchnień i nadziei. Kore stoi między nimi. Jeśli miałbym wskazać jakiś jej motyw przewodni, to wahałbym się między słowami „człowiek” i „dusza”.

Kore, bardziej nawet niż jej siostry, za rdzeń bierze sobie ów element medyczny, cielesny, z racji wykonywanego zawodu, bliski autorowi. W tej trójcy, właśnie tutaj Szczeklik jest najbardziej lekarzem i owszem, szuka duszy i patrzy wysoko, w tych poszukiwaniach jednak kluczy po labiryncie ciała, jego rozmyślania, bardziej niż w pozostałych dwu książkach, zakotwiczone są w narządach, ciele, komórkach, w DNA. Czy walor humanistyczny na tym cierpi? Ciężko powiedzieć, bo pod tym kątem książka znów wypada rewelacyjnie, pewne niedobory widać dopiero w porównaniu, zwłaszcza z Nieśmiertelnością.

*

Pierwsze słowa Kore wędrują w kierunku malarstwa Rafaela Santiego, przed pierwszym akapitem zostajemy zresztą uraczeni jego obrazem: La Fornarina, przedstawiającym półnagą ukochaną malarza. Szczeklik zaczyna opowieść od anegdoty o samym artyście, wprowadza czytelnika w historię uczuć tamtego, historię kobiety którą tamten kochał. Chwilę później jednak przygląda się wnikliwie samemu obrazowi i zwraca uwagę na pewien ślad nad lewą piersią, wyraźnie przez malarza podkreślony. Staje się to punktem wyjścia do eseju na temat raka. Nasz przewodnik przebiega przez historię badań nad chorobą, zmagań lekarzy i cierpień pacjentów, wzbogacając wszystko opisem własnych doświadczeń.

Kolejne eseje skaczą z tematu na temat, każdy z nich przygląda się ciału, szuka w nim duszy, poszukiwania te uzupełniając jednocześnie licznymi nawiązaniami do literatury, sztuki (szczególne uwzględnienie malarstwa i muzyki), i różnych dziedzin nauki. Jeden z nich przygląda się mózgowi, inny stara się zlokalizować w ciele człowieka duszę. Jeden z lepszych tekstów rozwodzi się nad DNA i związanymi z badaniami nad nim kwestiami etycznymi.

Najlepsze eseje czekają na czytelnika jednak na końcu: tekst o naszym podejściu do śmierci, o tym jak zmieniało się ono przez wieki, jak od Memento mori przeszliśmy do spychania śmierci na margines świadomości. I jak w ogóle zdefiniować śmierć – dziś, w czasach, gdy życie można sztucznie podtrzymywać nawet latami, pytanie o definicję śmierci nie jest wcale niedorzeczne. O wszystkich tych rzeczach opowiada nam lekarz, człowiek, który niezliczoną ilość żyć uratował, wiele razy przyszło mu też ze śmiercią przegrywać.

Prometejskie ambicje mówi o towarzyszącej nam od tysiącleci manii stworzenia sztucznego człowieka. Esej ten płynnie wychodzi ze sfery mitologii i świata alchemicznych tajemnic, wprost w ramiona współczesnej genetyki. Z groteskowej wizji stworzenia potwora, medycyna wywodzi nadzieję, hodowanie tkanek, ratunek dla nieprzeliczonych chorych. Tutaj znów pytanie o etykę. Później świetny tekst o miłości (czy miłość to choroba? Co na to mity? Co na to poeci?) i w końcu finałowa, niesamowita Koniunkcja, przez szereg nawiązań do malarstwa, literatury i kultury, starająca się możliwie rzetelnie opisać relację między pacjentem a lekarzem.

*

Andrzej Szczeklik to był wielki humanista. Olbrzymi zakres wiedzy w imponującej liczbie dziedzin, zwięzłe i celne przeskakiwanie od motywu do motywu, od greckich mitów, do wypowiedzi noblistów, od obrazu Rafaela, do wspomnień studenckich praktyk w prosektorium… wszystko to blednie jednak przy rzeczy najważniejszej: ciekawości. Ciekawość ta dotyczy człowieka jako takiego i napełniona jest troską i dobrem. Widać to zwłaszcza, gdy autor opisuje zdarzenia, w których sam brał udział, którymi stara się sumiennie opisać: co to znaczy być lekarzem. To znaczy troszczyć się (między innymi).

Kore nie sięga niestety olbrzymiego, przytłaczającego wręcz rozmachu, szaleństwa niemalże, z którymi autor łączył skojarzenia, kreślił myśli w mającej dopiero powstać Nieśmiertelnosci. Wielkość następczyni nie sprawia jednak, że Kore przestaje być książką ponadprzeciętnie dobrą i wartą uwagi, zwłaszcza jeśli praca z człowiekiem, z ciałem albo z duszą, z nauką albo sztuką nie jest nam obca.

I jest u Szczeklika, jak zwykle zresztą, pewna niezwykła poetyka. Zachwycająca gracja, z którą przemierzamy, wiedzeni przez niego, świat greckich mitów. W towarzystwie faunów, nimf i herosów wkraczamy między płótna i pędzle kolejnych malarzy, wzdłuż pięciolinii biegniemy z wielkimi kompozytorami, w końcu, znienacka, zdziwieni odkrywamy, że finałem tej podróży jest medycyna i ciało… z kryjącą się podobno gdzieś w środku duszą, Kore.

Wasz Paweł M.
Ilustracja: Francisco de Goya, Autoportret z doktorem Arrietą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *