Type and press Enter.

Pieśni Nowej Apokalipsy [6] – Obite Wary – Weselicho!

OBITE WARY – WESELICHO! – 1990. Gdy pod koniec lat 80. XX w. mało jeszcze wtedy znany, amerykański zespół folkowy Pobite Gary zawitał był na Kielecczyznę, aby tam zabawiać weselnych gości podczas zaślubin pięknej córki lokalnego Sołtysa z równie niebrzydkim synem Wójta (z sąsiedniej aglomeracji), nikt z członków tej kapeli nie mógł przypuszczać (nawet w swych najpiękniejszych, bo amerykańskich snach!) jakim kamieniem milowym będzie dla nich ten tam występ!

Kamieniem, co mile muzycznego rozwoju odlicza, ale i nade wszystko potężnym, osobistym doświadczeniem kulturalno-obyczajowo-życiowym! Doświadczeniem znów, którego muzycy długo nie potrafili wyprzeć ze swych świadomości, o ich podświadomościach nawet nie wspominając… Dość powiedzieć, że już ledwie po dwóch dobach (z zakontraktowanych sześciu) weselnego tam muzykowania, grupa pośpiesznie zwinęła swe manele i w słabo skrywanej panice opuściła była miejsce weselnego przyjęcia. Na rodzimą Florydę muzycy wrócili autostopem. Osobno i w różnych interwałach czasowych…

Do reaktywacji zespołu doszło blisko dwa lata później. Nie czas, ni miejsce, aby przytaczać tutaj historie z jakimi to demonami, każdy z członków Pobitych Garów, musiał się osobiście zmagać w tamtym czasie. Zbyt przygnębiające byłyby to opowieści! W każdym razie chłopaki zeszli się ponownie, by w wynajętym garażu, gdzieś na przedmieściach Tampy, pisać materiał na swoją nową płytę. Jednak o łagodnym folku nie mogło być już tu, rzecz jasna, mowy…

Będąc ciągle pod silnym wpływem, co tu dużo mówić – traumatycznych jednak zdarzeń, kapela całkowicie zmienia swój image, jak i muzyczny repertuar. Subtelnemu, acz wiele jednak mówiącemu przekształceniu, ulega też sama nazwa grupy – na Obite Wary. Odtąd też, bracia Tardy i s-ka, kierować już będą zespołem o profilu stricte śmierć metalowym, dochrapując się po latach statusu bandu kultowego, i do dziś żywej, gdyż ciągle koncertującej: Legendy, tego jakże smacznego gatunku muzycznego! Co jednak malutka wieś pod Kielcami zrobiła z młodymi Jankesami – widać wyraźnie na przedstawionej poniżej fotografii. To nie są wizerunki ludzi dumnych i pewnych siebie… Zalęknienie, nieumiejętnie ukrywany dystans do studyjnego fotografa, czy zmaltretowane bezsennością i nocnymi koszmarami twarze… Oni musieli pójść w śmierć metal…

Jedynym momentem, w którym zespół powraca do tamtych niełatwych, choć przełomowych dla niego chwil, jest kawałek dziś Wam tutaj przedstawiony, a całkiem świeżo co przetłumaczony. Nie łudźcie się jednak proszę, iż wyjaśni on Wam dokładnie, co takiego się tam wtedy wydarzyło. To ledwie mgliste wspomnienie, swoiste katharsis wokalisty i twórcy tego tekstu. I o ile sama warstwa liryczna ma tutaj wydźwięk niemalże ludyczny, tak niekłamana i niczym hamowana ekspresja wokalisty jasno pokazuje, z jakimi to emocjami musiała się onegdaj zmagać ta grupa sympatycznych przecież nastolatków…


Chopped in half!
Weselicho!

Feel the blood spill from your mouth!
Zimną wódkę leje w pycho wujek Zdzicho!
With rotting ways comes destiny,
W kącie gnije Starszy Drużba (wraz z zagrychą),
Feel the soul taking over, bleed!
Panie Młody, pełny urody – wstańże i tańcz!


Chopped in half!
Heeej, weselicho!

Feel the blood spill from your mouth!
Ciocia Wandzia gryzie gnata nad rosołu michą,
With rotting ways comes destiny,
Na parkiecie pląsa druhna, co zwą Dziką Krychą,
Feel the soul taking over, bleed!
Panno Młoda, nie siedź jak kłoda – gości niańcz!


Z zaświatów pozdrawia – Kapitan MO

Zdjęcie w tle: fragment obrazu Ogród Rozkoszy Ziemskich – ok. 1500 – Hieronim Bosch.

Zdjęcie w środku tekstu: Grupa Obituary – lata ’89/’90 – skądś tam w necie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *