Type and press Enter.

WIERSZE PODEBRANE #18 / GOBELIN / PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Gobelin

W gobelin modro zielony, w gobelin żółty i siwy
dajcie mi uciec, o ludzie!
Wkopać się w świat obcy światu, w wełniany dziw ponad dziwy,
po życia niesłodkim trudzie. —
Przecedzić duszę przez wełnę, przecedzić przez barwy pawie,
z trosk się oczyścić i łez —
wejść i odpocząć i zasnąć, odpocząć z ustami w trawie
koloru vert Veronêse. —

Nademną liść się rozmnoży, liść się ku ziemi pokłoni,
i kwiat się stłoczy w wiązanki —
wachlarzyk pstry zamajaczy, wachlarzyk w mej żółtej dłoni
spoczywającej kochanki. —

Na drzewie siądzie gołąbek, spokojny gołąbek z wełny,
w zaroślach jeleń się zdziwi, —
brodaty pan stanie przy mnie, brodaty, miłości pełny,
pełniejszy niż ludzie żywi, —
ten który nigdy nie zmierzy potęgi ani słodyczy
mych ust, spłowiałych korali, —
który miłości nie szepnie, nie wyśni i nie wykrzyczy,
i nigdy się nie oddali. —

W gobelin modro zielony, w gobelin żółty i siwy,
dajcie mi uciec, o ludzie —
wkopać się w świat obcy światu, w wełniany dziw ponad dziwy,
po życia niesłodkim trudzie. —

*

Tęsknota to jest szalenie ważna rzecz, tęsknić wypada w zasadzie zawsze i nieprzerwanie. Ta nasza tęsknota, którą chyba każde z nas od czasu do czasu dzieli, na takim albo innym polu, dowodzi, że integralną częścią człowieka, jest pewien rodzaj pustki, pewna pusta przestrzeń. Podczas składania człowieka zawsze pozostaje ta jedna nadliczbowa śrubka, która powinna być gdzieś w środku, jednak zostawia się ją na zewnątrz. Nie jest ona niezbędna, człowiek żyje bez niej, ale im dłużej to trwa, tym bardziej czuje się ten brak. I jest to brak bardzo ważny.

Takich tęsknot jest w nas mnóstwo. Tęsknimy indywidualnie, dobieramy się w pary, żeby tęsknić wspólnie i tęsknimy dalej – o innych już rzeczach. Tęsknimy w mniejszych i większych grupach, tęsknimy regionalnie, tęsknimy narodowo, tęsknimy kulturowo, cywilizacyjnie i jako gatunek. Śnimy te same sny, śpiewamy pieśni i opowiadamy mity o wielce podobnych złotych wiekach, zawsze mówimy, że kiedyś było lepiej.

I tak samo boimy się. Tych samych rzeczy się boimy – od starożytności aż do dziś. I tych strachów wystarczy jeszcze dla naszych dzieci i wnuków – bójmy się zatem w najlepsze, zapas się nie wyczerpie.

I podobnie jest z głodami. O głodach odwiecznych pisała Ginczanka, której przyglądaliśmy się ostatnio na statku. Pisała, że są czujne, te głody odwieczne i o tym, że to zwierzęta prawdziwie poznały smak – człowiek zawsze będzie obok, zawsze będzie chybiał. I Rimbaud, któregośmy też ostatnio przeglądali, spisał wiersz o głodach i o tym, że nasycić się ich nie da, tak pisze, z niemal histerycznym śmiechem na ustach: „W czym zasmakować mi jeszcze, / Jeśli nie w ziemi i głazach! (…) Jedzcie powietrze, / Węgle, kawały żelaza.”

*

Te tęsknoty, strachy i głody zajmują w nas całkiem sporą połać, wymuszają na nas ciągły ruch i działanie, szukanie jakichś dróg wyjścia, jakichś rozładowań dla tych wszystkich naprężeń. I tak, jak trzeba pisać poezję o tym, że głody i tęsknoty są, tak samo pisać trzeba wiersze o tym, co z nimi robić. I tu zjawia się Maria Pawlikowska–Jasnorzewska ze swoim Gobelinem, wierszem z debiutanckich Niebieskich migdałów z 1922 roku. Wierszem, który zatrzymał mnie na dłużej i kazał głowić się nad tym, jak i przed czym uciekam.

Poetka debiutuje mając ponad trzydzieści lat i to chyba da się odczuć w jej pierwszym tomiku. Sam Gobelin nie jest wcale dziewczęcą naiwną ucieczką w idylliczny, kolorowy świat, pozwalający na zatrzymanie się, romantyczną wizją, pozwalającą trwać ulotnym emocjom. Dajcie mi uciec, o ludzie!, woła na początku i w końcu wiersza – to nieznośne natężenie tęsknot, strachów, głodów zmusza do tego skoku na główkę w istnienie nieco inne, spowolnione, ba! Znieruchomiałe, opozycję dla nieubłagalnej zmienności świata.

Doskonale wiadomo, że jest cena, którą trzeba zapłacić za to zatrzymanie, za ten święty spokój. To „przecedzenie duszy przez wełnę” brzmi prawie jak linijki Leśmiana w Topielcu, tam gdzie bohater biegnie przed siebie i odczłowiecza „duszę i oddech wśród kwiatów” – ucieczki mają swoje ceny, co do tego poeci są zgodni. Ale zgodni są też co do tego, że są nieuniknione.

To przecedzone przez wełnę życie w wierszu Jasnorzewskiej, pełne jest nagłej ciszy. Znikają wszystkie zmienności, znika cały ruch. Trwałe, wieczne być może, bycie w tej scenie, pod drzewem, wśród ptaków i z ukochanym u boku, okupione jest wiecznym bezruchem. Ptaki nigdy nie wzlecą, jeleń nigdy nie przestanie się dziwić, miłość nigdy nie zostanie ani wypowiedziana, ani wyrażona, a mimo to, zamknięta w środku, będzie zawsze tuż obok. Inne bycie, nie musi być wcale byciem lepszym.

*

Zresztą, czy czas bezwiednie i bez naszej woli nie plecie z naszych żyć właśnie takiego gobelinu?  Czy nie robi nam takiego transferu duszy na wełnę dzień w dzień? Wstaję dzisiaj i przeżyję ten dzień w taki a taki sposób, wełna zaplecie się, obraz powstanie i już na zawsze pozostanie w tym kształcie. Tak i tylko tak już zawsze wyglądał będzie ten wtorek gdzieś na końcu września. Zostawię go bez żalu, pójdę pleść środę i czwartek.

Jak potężnieją głody, których nie zaspokajamy, jak rosną tęsknoty, gdy nie słuchamy ich, gdy, wiedzeni tym pustym miejscem w środku nie idziemy przed siebie! To że nie da się ich zaspokoić, nie jest powodem, by nie wyruszać i nie szukać! Jeśli obejrzę się za siebie zobaczę setki, tysiące gobelinów. A na każdym ja i to, co wybrałem. Pół biedy, jeśli wybierałem dobrze, ale co zrobić, jeśli w tyle rzędem ustawił się pochód scen, które niczego nie opowiadają, które donikąd nie idą?

Dusza przez wełnę przesącza się sama, choćbyśmy  tego nie chcieli. Słuchajmy naszych tęsknot, słuchajmy naszych strachów, słuchajmy naszych głodów. I ruszajmy plątać nitki.

niesławny paweł m, syn Marka i Wiesławy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *