Kilka miesięcy temu ukazał się zbiór opowiadań i esejów Petera Wattsa „Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne” (wyd. Vesper). Po części są to teksty już znane polskiemu czytelnikowi – publikowane na przestrzeni lat na łamach Nowej Fantastyki – ale nie zabrakło też nowości.
I szczerze mówiąc, czuję się rozdarty. Z jednej strony mam ochotę zachęcać wszystkich do czytania tej książki, jednak z drugiej – aż prosi się machnąć ręką i mruknąć pod nosem, że lepiej dać sobie spokój, szkoda pieniędzy i w ogóle na spacer idźcie pooddychać świeżym powietrzem.
Ale po kolei.
Petera Wattsa ubóstwia się albo nienawidzi. Rzadko kiedy występują stany pośrednie, że „Aaa, Watts, kojarzę: to ten średniak”. I choć należę do pierwszego obozu, absolutnie nie dziwię się osobom, które odbiły się od twórczości kanadyjskiego pisarza – nie dość, że porusza się on w złożonej tematyce gatunku hard science fiction, to jeszcze ma dość charakterystyczny styl, niejednokrotnie określany „chaotycznym”. Słowem: łatwo się tu pogubić, jeśli na moment stracimy uwagę.

Identycznie jest w opowiadaniach – będących przede wszystkim fantastyką bliskiego kontaktu (przedstawiającą niedaleką przyszłość), chwilami ekologiczną, ale też tą bardzo odległą. Jeśli więc komuś nie podeszły powieści Wattsa, raczej i w opowiadaniach nie odnajdzie satysfakcji. A już w ogóle nie polecam rozpoczynać przygody z jego twórczością od Materiałów rozszczepialnych, choć z nieco innego powodu. Otóż pośród nich jest kilka opowiadań nawiązujących bezpośrednio do światów powieściowych, to np. wybitne „Pułkownik” rozgrywające się między „Ślepowidzeniem” a „Echopraksją”. (Zresztą Ślepo jest tu najszerzej reprezentowane.)
Dobrze, tyle słowem wstępu, przejdźmy do sekcji właściwej.
W zbiorze „Masa krytyczna i inne materiały rozszczepialne” nie znajduje się ani jedno słabe opowiadanie. Oczywiście nie wszystkie są na jednym poziomie, ale nawet te, które podobały mi się mniej, są… dobre. I to zdecydowanie największa siła tej książki. Powiem więcej! Niektóre z opowiadań określiłbym mianem wybitnych, absolutnie miażdżących i zasługujących na najwyższe noty. Jest ich wystarczająco dużo, abym z czystym sumieniem mógł nazwać tę książkę najlepszym zbiorem, jaki w życiu czytałem. I pewnie bym tak zrobił, gdyby nie jedno małe „ale”. ALE o tym za chwilę.
„Iris”, wspomniany „Pułkownik”, „Dziesięciojednosekundowy Bóg”, „Mądrość tłumów” i „ZeroS” – to opowiadania, od których trudno się oderwać, ich wizja jest fascynująca i przerażająca jednocześnie, a puenty tak mocno uderzające, że zmuszają człowieka do zamknięcia się w sobie i przeanalizowania wszystkiego od początku, na spokojnie.
A już „Mądrość tłumów” zostanie moim ulubionym opowiadaniem w ogóle. I piszę te słowa z pełną świadomością i odpowiedzialnością, będąc kilka tygodni po lekturze, kiedy pierwsze emocje opadły.
No bo patrzcie to…
Na orbitę zostaje wystrzelona rakieta hipersoniczna, niosąca ładunek nuklearny. Nie wiadomo, kto to zrobił i dlaczego, ale jest grubo i niebezpiecznie, a powstrzymać zagrożenia nie sposób. Jednocześnie do piętnastu milionów losowych internautów wysłano link z mapką, na której należy zaznaczyć miejsce, gdzie uderzy rakieta – a czas ucieka, zostało 7 godzin… Część odbiorców traktuje to jako nieśmieszny żart, inni mówią o kolejnej dziwnej akcji marketingowej jakiejś nowej gry czy filmu, znowu ktoś tam się oburza, że to marna prowokacja jednego z reżimów. W końcu jednak ludzie zaczynają wątpić.
A co, jeśli to jednak prawda i dziwnym trafem większość zagłosuje na miejsce blisko mojego domu? Wybierzmy cel jak najdalej od nas! Najlepiej nieprzyjazne nam państwo!
No i się zaczyna…
Opowiadanie składa się z krótkich, często urwanych opisów sytuacji i zmiennych nastrojów społeczno-politycznych w poszczególnych stronach świata, są tam wypowiedzi internautów, wszelkiej maści ekspertów i polityków. Łącząc to wszystko, otrzymujemy obraz całej cywilizacji… który jednak niesie dodatkową informację.
A gdzie spadła bomba? Który fragment Ziemi poświęciliśmy, aby uratować inne? Nie powiem, przeczytajcie.
Albo nie czytajcie, bo teraz do głosu dochodzi maruda, który, przynajmniej tym razem, trochę racji jednak ma.
Otóż dawno nie czytałem tak źle zredagowanej książki, pozbawionej korekty albo też wykonanej na szybko przez stażystę zarzuconego robotą nie do ogarnięcia. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że zbiór ten został puszczony do druku z tak licznymi literówkami, błędami składniowymi, powtórzeniami… Dziwi to tym bardziej, kiedy przypominam sobie, że premiera Materiałów rozszczepialnych miała niebagatelne opóźnienie – o kilka miesięcy, co powinno pozwolić pozbyć się zatrzęsienia tych jakże irytujących i wybijających z rytmu błędów. Mam również wątpliwości względem jakości tłumaczenia, zestawiając z treścią publikacji przede wszystkim teksty, które wcześniej opublikowała Nowa Fantastyka. Co prawda nie porównywałem z oryginalnymi, ale starsze polskie przekłady wypadają tu zdecydowanie lepiej.
Ciekawym jest również fakt, że z każdym kolejnym opowiadaniem jakość tłumaczenia wzrasta, a kiedy dochodzimy do esejów, jest już całkiem znośnie.
Nie wiem, co się zadziało, ale jest to problem na tyle wyraźny, że należy o nim rozmawiać, wskazywać go i piętnować – zwłaszcza, że cena okładkowa nie należy do najniższych.
Na koniec kilka słów o esejach, które choć zajmują znacznie mniej miejsca, są równie fascynujące (jest tu też wywiad z Wattsem, a pierwszy tekst został specjalnie napisany przez niego dla polskiego czytelnika tej konkretnej publikacji). Pisarz z charakterystycznymi dla siebie poczuciem humoru i swobodą opowiada zarówno o swojej wizji świata i podejściu do pisania, nauce, czy też naszej, jako gatunku przyszłości (jak sam mówi, jest raczej optymistą i nieustannie bawi go, jak bardzo dziwi ten fakt innych, znających jego twórczość).
Jest to więc przyjemny i przede wszystkim wartościowy dodatek, bo i sam Watts ma wiele rzeczy do powiedzenia, będąc przecież wykwalifikowanym naukowcem.
I cóż… ostatecznie jednak polecam wam ten zbiór, bo mimo wątpliwej jakości przekładu i nikłego zaangażowania redakcyjnego, wypływają z niego wybitne, niekoniecznie optymistyczne opowieści o nas i różnych wariantach naszej przyszłości.
A na kolejne książki Petera Wattsa czekam z utęsknieniem.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Vesper.
