Type and press Enter.

O WYOBRAŹNI NA NOWO ODKRYWANEJ / BESTIE I POTWORY BIBLIJNE

Pół dzieciństwa strawiłem na dowodzenie samemu sobie niezwykłości świata, siedziałem z nosem w baśniach, wyczytałem do białości dziecięce i ilustrowane wydawnictwa poświęcone wszystkim możliwym mitologiom, uwielbiałem wyobrażać sobie, jak świat wykluwa się z jaja, jak wielki chrząszcz wtacza na niebo słońce i Herkulesa z zestawem przygód. Wszystkie te opowieści, artefakty dawno zapomnianych kultur, zdają się opowiadać o naszym świecie w sposób fantastyczny i baśniowy, trudno dziwić się dziś tej fascynacji. Karmiły mnie do syta i głęboko zaszczepiły niezgodę na zwykłość świata, trwającą swoją drogą do dziś.

Ale poza tymi wszystkimi opowieściami z obcych światów, miałem też w dzieciństwie piękną ilustrowaną Biblię, którą z jakichś przyczyn uważałem za fascynującą w jakiś inny znacznie mniej poruszający wyobraźnię sposób. Może to kwestia tego, że tamte opowieści były obce, Biblia zaś, fundament kultury, w której wyrośliśmy, automatycznie maluje nam się raczej jako zbiór pewnych obrazów, metafor i prawd, rzadko przy tym traktując będąc pożywką dla wyobraźni i fantazjowania, na co dzień spełnia inne role. Zapominamy przy tym, że w swojej formie jest Pismo Święte utworem literackim, mającym przemawiać także do wyobraźni. I ma do tego wcale sporo środków!

Po Bestie i potwory biblijne sięgałem z wielką ciekawością – sam temat wydaje się być terytorium wielce ciekawym, autor bierze pod lupę to, co z różnych przyczyn pominęliśmy – całe morze barwnych, kolorowych i zaskakujących historii i postaci. Sięgałem więc z ciekawością, nastawiony na spotkanie podobne do tego z wydanego przed laty Bestiariusza słowiańskiego, który sporo szumu narobił. I zaskoczyłem się ogromnie, forma jest bowiem zupełnie odmienna – dostajemy do ręki spore opracowanie z pogranicza historii literatury, religii i kultury, autorowi zaś trudno odmówić skrupulatności i dociekliwości w przeszukiwaniu kolejnych ksiąg z kanonu, oraz apokryfów. Litery ciężkiego kalibru.

Przeczesane zostały w zasadzie wszystkie polskie przekłady Pisma Świętego, przez co niejednokrotnie trafiają się cudownie archaiczne linijki, choćby spod Czarnoleskiego Pióra (swoją drogą dzięki książce zabrałem się za Psałterz Dawidów Jana Kochanowskiego, który jest absolutnie bezcenną lekturą!), przeplatane nowszymi tłumaczeniami.

Prawdziwym złotem są treści wyciągnięte z apokryfów. Po pierwsze – dostęp do ksiąg zawartych w kanonie jest dość powszechny, sam mam w domu kilka wydań, jeśli natomiast chodzi o dostępność ksiąg okołobiblijnych, jest już ciężej. Trzeba się naszukać i nabiegać, żeby do nich dotrzeć. Pewien wgląd, który dzięki Bartłomiejowi Grzegorzowi Sali tutaj dostajemy, może okazać się zatem niezwykle cenny. Po wtóre zachwycają apokryfy pewnym rozluźnieniem formy, z którym tekstów religijnych raczej nie kojarzymy. Część z nich nie znalazła się w kanonie właśnie przez baśniowy i fantastyczny charakter, ich autorzy pozwalali sobie bowiem na cokolwiek swawolne, związane z wiarą fantazjowanie.

Jest więc wcale zabawna opowieść o przyjaźni świętego Pawła z mówiącym Lwem, ozdobiona zaskakującym, pełnym akcji finałem; jest opowieść o mówiącym ośle, przeprowadzającym egzorcyzm na opętanej kobiecie; są apostoł Filip i Bartłomiej, którzy w prawdziwie bajkowej scenie spotykają łagodnego lamparta i koziołka – oba zwierzęta mówią ludzkim głosem… i tak dalej, a każde z kolejnych spotkań to opowieść ciekawa i nieraz zaskakująca.

Przegląd kolejnych fantastycznych stworzeń jest szczegółowy i rzeczowy, ich poczet zaś długi. Jeśli tylko któraś z ksiąg o danym stworze mówi, autor o tym wspomina, często podając różnice między kilkoma tłumaczeniami i wersjami Biblii. Wyjaśnia przenikanie się kultur – no bo skąd w Biblii sfinksy, centaury i syreny? Ano wpływy helleńskie i drogi niezbadane. Nieraz znajdą się też dziwactwa i ciekawostki w samych przekładach. Morze informacji jest doprawdy rozległe!

Nie jest to rzecz jasna odpowiednia lektura do czytania rekreacyjnego i traktować powinno się Bestie i potwory raczej jako rzetelne źródło informacji, bo rolę tę spełnia bardzo dobrze, dając dostęp do wielu informacji, których samodzielne zdobywanie byłoby procesem cokolwiek żmudnym. Warto sięgnąć i powoli sobie przyswajać, przyglądać się światu, który mimo powierzchownej znajomości, zwykliśmy uważać za mniej fascynujący (albo przynajmniej mniej fantazyjny), niż jest w rzeczywistości.

niesławny paweł m, syn Marka i Wiesławy.

Książka trafiła w nasze rączki prosto z Wydawnictwa Bosz, dziękujemy, pozdrawiamy.
Grafika główna to ilustracja z okładki autorstwa Wojciecha Ostoi Lniskiego, źródło: strona wydawcy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *