Type and press Enter.

PRZECHADZKI NIEPOWROTNE / Z ANNE SEXTON #4

Powiedziała mi kiedyś, że zrobiłaby wszystko, aby cofnąć czas. Nie zastanawiając się długo, podeszłam do okna, pewnie ujęłam wazon z sześcioma białymi różami, poprosiłam, żeby zamknęła oczy, i wylałam na nią wodę z kwiatami. Kiedy zapytała, co wyprawiam, chwyciłam mocno jej rękę (nie pamiętam, którą), i powiedziałam:
– Jeśli chcesz wiedzieć, co wyprawiam, musisz cofnąć czas. Spróbuj.
Syknęła, że zwariowałam.
– Stara Hilda pomaga takim jak ty. Chcesz, to złożymy jej wizytę.
Zanim spojrzała na mnie rozpaczliwie, pocałowałam ją w czoło. Nie zdążyła się uchylić.

Staruszka położyła przed nami błyszczącą tacę z naparem i trzema fajansowymi dzbanuszkami, drobniutkimi jak z domku dla lalek. Kątem oka widziałam, jak lewa dłoń Nadii drży na szmaragdowym obrusie, grubym i szorstkim.

Nic nie mówiliśmy nad herbatą. Był to w każdym razie napój podobny do herbaty, o nieco pieprznym, rozgrzewającym posmaku.

Hilda poprosiła, żebym nakarmiła Zulę, jej papugę żałobnicę. Wiedziałam, gdzie znajdę kwiatowy pyłek, zamknięty w gigantycznych słoikach z nalepkami egzotycznych nazw.

Zostały same. Jaką talię wybierze Nadia?

Są dwie. Andersen i La Fontaine.

Trzeba było poczekać aż Nadia zaśnie.

*

Kiedy Nadia pogrążyła się w letargu, w kuchni pod jemiołami łuskaliśmy z Hildą groch. Opowiadała nowe historie z czasów młodości.

Ale wcześniej podała mi talię. Dwadzieścia dziewięć z trzydziestu kart.

No oczywiście: brakowało tej z fotografią mężczyzny leżącego na wznak na pryczy. Łysy mężczyzna w szlafroku płonie. Języki ognia sięgają już sufitu jakiejś ciasnej celi.

Karta Dziewczynki z Zapałkami, Która Cofa Czas.

*

Te białe róże, którymi obsypałam Nadię, podarowałam jej na szóste urodziny. Zabawne, że woda w wazonie wciąż była przezroczysta.

Woda wytrzyma wszystko.

Słowo: Adam
Obraz: Frida Kahlo, What I Sam in the Water.

Anne Sexton
Ryba, która chodziła[1]

Spośród ostryg
i splątanych alg,
z płaczu Boga,
bolesnych przypływów –
przyszedł.

Został łowcą korzeni
i oddychał jak człowiek.
Szeleścił po trawach
i poznało go niebo.
Przyglądałam się temu, stojąc obok.
Przepraszam, powiedział,
ale wy macie swoich nurków,
swoje sieci i wędki,
więc czemu ja nie miałbym
wejść na chwilę w wasz żywioł?
Chociaż tu jest dziwacznie.
Szczególnie nienaturalny jest chód.
Zupełnie bez wdzięku.
Nie ma rytmu
w tej krainie prochu.

A ja odrzekłam:
Z pewnego kraju,
który zagubiłam,
pamiętam parę spraw…
ale przeszkadza mi
światło z kuchni.
Był tam jakiś bal,
kiedy ja miesiłam ciasto na chleb,
była piosenka, którą śpiewała zawsze
moja matka…
I sól Boskiego brzucha,
gdzie płynęłam w filiżance mroku.
Tęsknię za twoim krajem, rybo

Odpowiedział:
Pewnie jesteś poetką,
damo złego szczęścia,
co pragniesz być tym, czym jesteś,
zostać tam,
gdzie możesz tylko bywać.

[1]Przekład zamieszczony na stronie http://ogrodciszy.pl/  bez podpisu tłumacza/tłumaczki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *