Type and press Enter.

WIERSZE PODEBRANE #15 / SREČKO KOSOVEL / JESIENNIE CICHO

Srečko Kosovel, Jesiennie cicho
tłum. Karolina Buska Kostec

 

Jesiennie cicho jest we mnie
i na zewnątrz. Pięknie,
dokąd pomyślę.

Ogrom pracy mnie czeka.
Czyż to nie radość?

Nie walczę
o honorowe obywatelstwo
w społeczeństwie ludzi,
lecz
o nie
w świecie piękna
i sprawiedliwości.

Czym jest radość?
Pragnieniem życia.
Radością życia.
Po co nam uznanie?
Jestem o krok bliżej życia,
w którym muszę odcisnąć
swój znak.

Jest milion rzeczy, o które zabiegamy i wszystkie te rzeczy tak długo wydają nam się ważne, jak długo są widzianymi, jak długo ktoś o nich wie. Tymczasem najważniejsze są rzeczy, które robimy, gdy nikt nie patrzy, kiedy jesteśmy sami, kiedy nie mamy innych świadków swoich działań, jak tylko siebie samych. Licznik i mianownik zgadzają się w końcu ze sobą, rzeczy robione znaczą tyle samo, co rzeczy obserwowane, równanie w końcu daje się rozwiązać i ma sens. Stoisz przed lustrem zdumiony i zachwycony, ale jednocześnie zgnębiony, bo nikomu nie wyjaśnisz tego, co teraz widzisz, wiesz, rozumiesz, bo to będą kolejne cyfry w tym równaniu, zjawią się, zaburzą i choćbyś miał sto liczydeł, nie przeliczysz! Prawda jest tylko w ukryciu, Prawda mieszka w głębinie!*

 Aktor, który ma grać człowieka kulawego, nie musi kuleć przy każdym kroku. Wystarczy kuleć w chwili właściwej. Im bardziej to oszczędne, tym prawdopodobniejsze. Chodzi jednak o właściwą chwilę. Jeżeli kuleje tylko wtedy, kiedy mu się zdaje, że go obserwują, sprawia wrażenie obłudnika. Jeżeli kuleje stale, zapominamy, że jest kulawy. Jeśli natomiast od czasu do czasu w ogóle nie kuleje, kuleje zaś, kiedy jest sam, wierzymy mu.**

Więc jak się ma sprawa z pisaniem, literaturą i poezją? Uprawianie tych dziedzin to jest czynność bardzo dziwna, wewnętrznie sprzeczna, poniekąd hybrydowa. Bo wszystkie działania najpierw odbyć muszą się w osamotnieniu i w ciszy, tam, gdzie nikt nie patrzy. No i dzieją się, ale potem jednak wywlekasz je na zewnątrz – idziesz do wydawcy, piszesz do czasopism, wychodzisz na scenę przed mikrofon i czytasz. A jak to robisz, wszystkie te zewnętrzne rzeczy, to cały czas towarzyszy Ci to jedno poczucie: że właśnie zdradzasz wszystko, coś napisał. Że właśnie burzysz te mury, coś je stawiał w skwarze i znoju, że wszystko to na nic. Bo kiedyś pisał, sam w ciemności, to liczby się zgadzały, równanie się zamykało. A teraz stoisz przed mikrofonem i czytasz i kropla potu cieknie Ci po czole, bo dostrzegasz, że coś się wykoleiło, że coś jest nie na swoim miejscu, matematyka nie zgadza się, wszyscy patrzą, miny mają różne, przejrzeli Cię na wylot!

Literaturę, jako taką, pisałem to już nie raz, widzę jako rzekę, która płynie sobie przez wszystkie czasy – jedna i ta sama – nie widzimy jej jednak i do naszego świata przebija się jedynie od czasu do czasu i robi sobie ujście w postaci kogoś, komu pozwala się spisywać. Zdarza nam się narzekać na Literaturę, że jest taka, albo owaka, że kiedyś to było pisanie, a teraz to już pisania nie ma, tylko kolorowe produkty na półkach w sklepach. Ale czy Literatura mogła się zepsuć? Mocno wierzę, że jest jedna i ta sama i że ten sam nurt napędzał Homera i Brandysa. Może chodzi o to, że pisanie zawsze było kształtowane przez samą Literaturę, a teraz jest kształtowane także (bardziej niż zwykle) przez rynek, przez oczekiwania czytelników chcących więcej i więcej emocji, akcji, krzyku, seksu?

Dużo się pani zastanawia nad czytelnikami swoich książek?
Nie śmiem. Nie chcę. Ale tak czy owak, nie piszę dlatego, że są czytelnicy. Piszę dlatego, że jest literatura.***

Jak dokonać naprawy? Przecież naprawianie tej rzeki nie leży w naszej mocy – to my jesteśmy od niej zależni, nie na odwrót. Ile to razy słyszałem wywiady z poetami albo muzykami, którzy jasno mówią: wiersze / piosenki po prostu przychodzą, same z siebie. Trzeba je tylko spisać. I czy Lem nie zamknął się na rok w piwnicy, gdy pisał Solaris? Potem będzie mówił, że niemal nie pamięta samego procesu pisania. Solaris przyszła do niego i pozwoliła się spisać. Trzeba się zatem pozbawić złudzeń – Ty nie piszesz, Ty jesteś używany do pisania.

Zatem jeszcze raz: jak dokonać naprawy? No i przede wszystkim: co naprawiać? Literatury tknąć nie możemy, trzeba naprawiać samo pisanie. Chyba tylko przez pisanie dla samego pisania. Pisanie przed samym sobą. Kosovel pisze o tym, że walczy o miejsce w świecie piękna, nie w społeczeństwie ludzi! Żeby przepływ Literatury był czysty i płynny, nie może mieć świadków, nie może mieć tych dodatkowych cyfr, które wszystko zaburzą, tak jak obserwator rozwala w drobny mak każdą superpozycję.

Postanowiłem sobie zatem: Będę pisał! Ale pisał będę w zamknięciu i w tajemnicy. W ciemności i po nocy. Tego, co napiszę nie będę czytał, sprawdzał i poprawiał. To, co napiszę, będę wrzucał prosto w ogień. I tak poszły już trzy kartki, nie widziane przez nikogo, przez nikogo nie czytane. Spisałem i spaliłem, nie pamiętam już nawet, co tam pisałem. Rzeka szumi jakby głośniej i czyściej, nadstaw uszu! A jeśli i Ty coś piszesz, spal to i daj znać, czy i Tobie ta rzeka głośniej nie zaszumi! Pisać trzeba prosto w ogień.

Piszę dlatego, że jest literatura, powiada Sontag w wywiadzie, którego skrawek podesłał mi Marcin. Potem gadam z nim i mówię mu o tych moich spalonych wierszach, na co on, zadowolony chyba, stwierdza: „Wszyscy się kiedyś nawrócimy na Sontag!” Piszmy zatem prosto w ogień, żeby móc, tak jak poeta sprzed stu lat zawołać: „Po co nam uznanie? / Jestem o krok bliżej życia, / w którym muszę odcisnąć / swój znak.” My chyba w złych miejscach chcemy zostawiać znaki, na złych momentach w życiu się skupiamy. Liczy się tylko to, co robimy, gdy nikt nie widzi!

niesłwany paweł m, syn Marka i Wiesławy.

* Cytat z Wernera Heisenberga z jego książki „Część i Całość”, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1987.
** Max Frish, „Powiedzmy Gantenbein”, Czytelnik, 1964.
*** Susan Sontag w rozmowie z Edwardem Hirschem, wywiad w „The Art of Fiction”, zima 1995, nr 143.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *